-Florencja!-krzyknęła
blondynka dwie godziny i sześćset zdjęć później.-O, to jest Luca, moja pierwsza
włoska miłość. Te oczy… cudowne…-rozmarzyła się dziewczyna.
-Uhuuu…
ziemia do Pauli!-krzyknął Bartek, machając ręką przed oczami
siostry.-Odpłynęłaś!-zaśmiał się, gdy spojrzała na niego zdezorientowanym
wzrokiem.
-Co? A tak…
Luca… cudowny facet. Te spacery w środku nocy po mieście, ech, niezapomniane.
O, a to nasza wycieczka do Rimini. Dużo ludzi, ale bardzo fajne miasteczko.
Piasek tak gorący, że nie da się po nim chodzić. O, graliśmy w plażówkę.
Widzisz, braciszku, nauka nie poszła w las. Pamiętam jeszcze, jak się serwuje.
-E… co to
za serwowanie… lewą ręką.-parsknął Gawryszewski.-O… ładna dziewczyna.
-A, to…
Veronica, siostra Luci. Straszna maruda. O, a to najlepszy klub w mieście.
Super imprezy, aż do wschodu słońca. Oni tam chyba w ogóle nie sypiają. Cały
dzień na plaży, cała noc w centrum i w klubach. Zazdroszczę, też mogłabym tak
żyć. Ojej, nasz babski wieczór! Szukałam tych zdjęć! Dziewczyny się ucieszą!
Super. No i jeszcze raz Rzym. Koloseum, Panteon, i Piazza Navona… piękne
miasto. Chyba zostanę tam na stałe. Gdyby tylko nie było tak gorąco…
-Opalenizna
nie bierze się z niczego-wtrąciła Marta, która do tej pory milczała, słuchając
opowieści blondynki.-Zazdroszczę ci. Ja jeszcze nigdy nie byłam za granicą. To
musi być niesamowite, te widoki, góry, te miasta… marzenie.
-Może
odwiedzicie mnie, kiedy już wrócę do Rzymu. Zapraszam. Moje mieszkanie stoi
otworem.
-Uważaj na
złodziei.-zaśmiał się jej brat, kładąc się na kanapie.-O, to już było. Dobra,
jemy coś, czy od razu idziemy spać?
-Ja nie
jestem głodna i raczej nie jadam o tej porze, także… dobranoc.-pożegnała się
Gawryszewska, wychodząc z salonu, uprzednio chowając aparat do torby.
-Ej,
Paula!-zatrzymał ją Bartek.-Śpisz w gościnnym, nie?-zapytał, gdy jaj głowa
wychyliła się zza drzwi.
-Tak i nawet
nie myśl, że się przeniosę.
-OK. jakoś
to przecierpię. Dobranoc.-dziewczyna zniknęła, a chwilę później dało się
słyszeć szum wody gdzieś na górze.-Jesteś głodna?-spytał Martę, wstając z
kanapy. Dziewczyna kiwnęła głową.-To chodź, pokażę ci, gdzie będziesz spała, a
potem zrobię nam kolację.-zaproponował i ruszył na górę, po drodze zabierając
jej leżącą na podłodze w korytarzu torbę.-Zapraszam.-odezwał się otwierając
przed brunetką drzwi pierwszego pokoju.-To mój pokój, tam jest łazienka, a tam
jest pokój gościnny, który zawłaszczyła moja siostra. Mam nadzieję, że nie
przeszkadza ci to, że będziesz mieszkać w mojej sypialni?
-A ty?
-Ja?-zapytał
zaskoczony, przerywając zmienianie pościeli.-Ja prześpię się na dole, na
kanapie, a jutro postaram się znaleźć mój stary materac… teraz już mi się nie
chce.-zaśmiał się.
-Bartek,
daj spokój. Jestem niższa, mniejsza, więc spokojnie mogę spać na kanapie. Ty
zostań tu, a ja pójdę na dół…-zaczęła, podnosząc torbę z fotela, na którym
położył ją siatkarz.
-Nie ma
mowy. Jesteś moim gościem. Ty śpisz tu, ja na dole. Bez dyskusji, bo się
obrażę!
-Ale… no
dobra. Niech ci będzie.
-I tak ma
być. Jeśli chcesz się odświeżyć już teraz to chodź na dół, do drugiej łazienki,
bo Paula raczej zbyt szybko tej nie zwolni.-idąc za jego radą dziewczyna wyjęła
w torby bieliznę, szorty i jakąś koszulkę i ruszyła za nim na dół.
-W szafce
nad umywalką są jakieś kosmetyki, a w tej obok pralki na górnej półce leżą
ręczniki. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, krzycz, będę w kuchni.-mówił, gdy
szli na dół. Otworzył drzwi przed Martą i zamknął je, gdy weszła do środka.
-Bartek!-usłyszał,
zanim odsunął się od drzwi.
-No co
tam?-zapytał, zaglądając do łazienki.
-Nie znajdę
w tych szafkach żadnych niespodzianek? Wiesz, co mam na myśli.
-Umm… nie,
raczej nic takiego tam nie ma.
-OK.
dzięki.-westchnęła i zamknęła przed nim drzwi, pamiętając, by przekręcić
kluczyk. „Tak na wszelki wypadek.” Powoli rozebrała się i po raz pierwszy od
dawna miała okazję dokładniej przyjrzeć się swojemu ciału. Jej plecy zdobiły
liczne szramy, otarcia, rany zadane przez Rafała. Wiele z nich zdążyło się już
zagoić i pozostały po nich zaledwie delikatne białe blizny, jednak znacznie
więcej było tych świeżych, niezagojonych,
wrażliwych na dotyk. Syknęła, przejeżdżając palcami po szerokim rozdarciu na
skórze biegnącym dokładnie wzdłuż linii kręgosłupa. Kiedy kilka minut później
weszła do wanny wypełnionej ciepłą wodą, znów poczuła się, jakby dzisiejszy
dzień był wyłącznie snem, z którego za chwilę się obudzi. Jednak krzyk Bartka,
który oznajmił jej, że czeka na nią w kuchni z kolacją utwierdził ją w
przekonaniu, że jednak to wszystko dzieje się naprawdę. Po półgodzinnej kąpieli
wyszła z wanny i delikatnie wytarła swoje ciało, starając się nie wydobywać z
siebie dźwięków, gdy materiał ręcznika drażnił ślady znajdujące się na jej
plecach. W końcu po kilku minutach wyszła z łazienki upewniając się najpierw,
że koszulka zakrywa wystarczająco dokładnie wszystkie zranienia.-Od razu mi
lepiej-stwierdziła, wchodząc do kuchni, w której urzędował Gawryszewski.
-Uznałem,
że kanapki będą najodpowiedniejsze. Nie byłem pewny, jak długo ci zajmie
kąpiel, a tak przynajmniej miałem pewność, że nie wystygną.-Herbaty?
-Chętnie.-odparła,
i siadając na krześle chwyciła pierwszą kanapkę. Jedząc przyglądała się brunetowi
krążącemu między kuchennymi szafkami.-Bartek… wiesz, odkąd zobaczyłam cię dziś
w pociągu, nie mogę się pozbyć wrażenia, że skądś cię znam. Nie wiem, może to
brzmi głupio, ale… czy to możliwe, że już się kiedyś spotkaliśmy?
-Też miałem
cię o to zapytać.-odparł, stawiając przed nią kubek z logiem JW.-Jedyne, co
przychodzi mi do głowy, to że spotkaliśmy się na jakimś moim meczu, ale po
pierwsze, marne szanse, że zapamiętałbym te oczy, bo nie mam zbyt wiele czasu,
by przyglądać się dziewczynom na trybunach, a po drugie, raczej zapamiętałabyś
mnie… tak… teraz to wykazałem się skromnością-jęknął, kręcąc głową. Usiadł przy
stoliku i upił łyk soku pomarańczowego ze swojej szklanki.
-Mecz
zdecydowanie odpada… nigdy na żadnym nie byłam…
-To
koniecznie musimy to zmienić! Zabiorę cię kiedyś. Co prawda liga zaczyna się w
połowie września, ale możemy się wybrać na jakiś mecz reprezentacji…
-Daj
spokój. Przecież nie będę tak długo siedziała ci na głowie.
-Liga
Światowa zaczyna się za dwa tygodnie! To wcale nie tak długo.
-Mam tu zostać
dwa tygodnie? Nie ma mowy!
-A co, nie
podoba ci się tu? Obiecuję, przestanę cię zamęczać moimi monologami! Słowo
harcerza!-zapewnił, teatralnie unosząc w górę dwa palce.
-A byłeś
kiedyś harcerzem?-spytała dziewczyna, dopijając herbatę.
-Nie.-zaśmiał
się, sięgając po kanapkę. Przez cały czas wpatrywał się w twarz zamyślonej
brunetki.
-Dziękuję.-odezwała
się Marta, dopijając herbatę.-Za wszystko. Nie znasz mnie, ale zaprosiłeś mnie
do domu. A co, jeśli jestem morderczynią?-zapytała, wstając od stołu, i
odnosząc kubek do zlewu. Usłyszała szuranie taboretu i zerknęła za siebie.
-Jeśli
jesteś morderczynią, to przynajmniej zginę z rąk pięknej kobiety.-stwierdził,
uśmiechając się, jak to miał w zwyczaju.-Zostaw, ja pozmywam!-stwierdził,
odsuwając dziewczynę od zlewu.-Jesteś moim gościem.-dodał, wyjmując z jej dłoni
kubek i gąbkę.
-Tym
bardziej chcę się na coś przydać.-odparła buntowniczo Marta.
-W takim
razie… czy mogłabyś przenieść do salonu poduszkę i koc z mojej sypialni? Są w
komodzie, przy oknie. Na górnej półce.-poinstruował ją, i chwilę później
usłyszał jej kroki na schodach…
-Bartek?!-słysząc
krzyk Marty, Gawryszewski przerwał dotychczas wykonywaną czynność i ruszył w
stronę salonu, w której spodziewał się ją znaleźć. Stała obok kanapy, ściskając
w ramionach błękitny koc i poduszkę.-Jesteś pewien, że chcesz tu spać? Nawet ja
się tu nie zmieszczę.
-Już kilka
nocy spędziłem na tej kanapie. Jest wygodniejsza niż się wydaje. Daj mi
to.-zabrał od niej pościel i ułożył na kanapie.
-Bartek…
-Nie ma
mowy. Nie pozwolę Ci tu spać.-stwierdził twardo środkowy.
-To chociaż
zgódź się pójść na górę. Twoje łóżko jest dość duże… zmieścimy się na nim we
dwoje.
-zaproponowała brunetka.-Nie bój się, nic Ci nie zrobię.-zapewniła, widząc jego niezdecydowaną twarz.
-zaproponowała brunetka.-Nie bój się, nic Ci nie zrobię.-zapewniła, widząc jego niezdecydowaną twarz.
-Skoro
chciałaś iść ze mną do łóżka, wystarczyło poprosić.-odparł środkowy,
uśmiechając się łobuzersko. Niewińska zmroziła go wzrokiem.-Nie obrażaj się, to
miał być żart.-bronił się siatkarz.
-Jasne… rób
co chcesz, ja idę na górę.-mruknęła dziewczyna i opuściła salon.
-Brawo.-jęknął
Gawryła, wracając do kuchni. Sprzątnął po kolacji i ruszył do
łazienki.-Cholera!-warknął, uświadamiając sobie, że wszystkie jego rzeczy są w
jego sypialni. Zawrócił i wszedł schodami na piętro. Ostrożnie otworzył drzwi i
zajrzał do środka. Marta stała przy oknie i wpatrywała się w fale tworzące się
na Bałtyku. Wszedł do pokoju najciszej jak umiał, by nie przeszkadzać wyraźnie
zamyślonej dziewczynie.
-Od lat nie
byłam nad morzem.-odezwała się, zerkając na bruneta.-Zapomniałam, jak pięknie
wyglądają fale nocą.
-Tak… też
lubię się im przyglądać.-szepnął, podchodząc bliżej dziewczyny.-To nigdy się
nie nudzi.
-Zapewne.-odparła.
Odwracając się, omal nie wpadła na stojącego tuż za nią siatkarza.-Nie
wiedziałam, że jesteś tak blisko-wyszeptała, ściskając jego przedramię, by nie
upaść.
-Przepraszam,
nie powinienem… przyszedłem tylko po swoje rzeczy.-stwierdził, podchodząc do
komody.-Już Ci nie przeszkadzam. Dobranoc.-dodał, gdy znalazł to, czego chciał.
Kilka sekund później drzwi zamknęły się za nim.
-BARTEK!-krzyknęła
dziewczyna, wychodząc na korytarz. Chłopak zatrzymał się w połowie schodów.-Ja
mówiłam poważnie. Możemy spać w jednym łóżku… o ile będziesz trzymał ręce przy
sobie!
-Obiecuję.-odparł,
schodząc na dół. Dziewczyna z westchnieniem opadła na łóżko, wsłuchując się w
szum płynącej w ruchach wody, podczas gdy Bartek brał prysznic. Kwadrans
później wszedł do sypialni i ostrożnie wsunął się pod kołdrę, obawiając się, że
obudzi Martę. Jednak ona nie spała. Leżała tyłem do niego, wsłuchując się w
jego oddech, który powoli się uspokajał…