poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 5

-No i jak, gotowa?-spytał Bartek, zaglądając do sypialni, w której urzędowała szatynka, przygotowując się do wyjścia.
-Eee… prawie, daj mi jeszcze minutkę.-westchnęła, wywalając na łóżko zawartość swojej torby. Wszyscy śmieją się z kobiet, że nigdy nie mają się w co ubrać, a ja naprawdę nie mam w co się ubrać.-zaśmiała się, patrząc na małą kupkę ubrań. Leżał wśród nich również mały, pluszowy miś.
-Ej, też miałem takiego misia w dzieciństwie!-krzyknął Bartek, wyplątując maskotkę ze starej koszulki zawiniętej wokół niego. Rzucił się plecami na łóżko, przyglądając się pluszakowi.-Nazywał się Filip, ale…
-Ale oddałeś go pewnej dziewczynce spotkanej nad morzem jakieś dwadzieścia lat temu? Opadła i zbiła kolano, a na plaży zostawiła ukochanego króliczka?
-Tak, skąd wiesz?
-Stałeś się moim bohaterem.-odpowiedziała, zabierając siatkarzowi białego misia.
-Zaraz… to byłaś Ty? Ta śliczna blondyneczka w warkoczykach i bez górnej jedynki?-krzyknął zaskoczony.-I nic mi do tej pory nie powiedziałaś?
-No, bo… dopiero teraz, jak Filip wypadł z torby, to sobie o nim przypomniałam. Ej, tylko o tej jedynce pamiętałeś?
-Oczywiście, że nie. Chodziłaś cały czas w jeansowych ogrodniczkach z dziurą na kolanie i nie pozwalałaś ich zmienić na nic innego.-wspominał, wpatrując się w twarz Marty, jakby szukał w niej odbicia koleżanki sprzed dwudziestu lat.-Jaki ten świat mały. I pomyśleć, że tyle lat temu byliśmy nierozłączni… no, przynajmniej do czasu, a teraz znów się spotkaliśmy, i znów to ty masz pozbijane kolana…-zaśmiał się, i oplątując ramionami nogi dziewczyny, pociągnął ją na łóżko obok siebie.
-Ej, puść mnie, wariacie!-wrzasnęła, zaskoczona Niewińska. Gdy padła na materac obok Gawryły oboje wybuchli śmiechem.
-Pogięło was?-do pokoju wpadła Marta, patrząc na nich jak na idiotów.-Ej, to nie jest Filemon? Ten twój miś?
-Nie Filemon, tylko Filip. I, tak, to on. A to, moja kochana siostrzyczko, jest Marta, której go podarowałem.
-Marta, taka dobra rada… uciekaj od niego. Po tym wyjeździe przez całe lato nie mówił o niczym innym, tylko o tobie. Dzieciaki, nie czekajcie na mnie, idę na imprezę a Igą i Agą. Bądźcie grzeczni.
                -Znalazłem!-krzyknął z dołu Bartek, triumfalnie unosząc nad głowę zakurzone pudełko. Marta w tym czasie siedziała u szczytu schodów, zastanawiając się, co tym razem wymyślił siatkarz.-tu są wszystkie moje zdjęcia z dzieciństwa!-wytłumaczył, otwierając pudełko. Cieszył się tym jak małe dziecko. Wbiegł do salonu i wysypał zdjęcia na środku dywanu.-zaraz wracam.-dodał  i wyszedł na korytarz, zostawiając osłupiałą dziewczynę samą.
-Okej…-mruknęła Marta, klękając obok sterty fotografii.-Bartek… Bartek z rodzicami, Bartek z Paulą, Bartek z… zaraz to Bartman?
-No tak, on też jest z Warszawy, a graliśmy razem w MOS-ie przez rok. Półsłodkie, może być?-postawił na podłodze butelkę wina i dwa kieliszki i wrócił do kuchni.-Ha, uchowała się!-stwierdził uradowany, niosąc przed sobą tabliczkę orzechowej czekolady. Usiadł obok Marty, otworzył wino i rozlał je do kieliszków.
-Patrz, poznajesz?-spytał pół butelki później, wskazując na ubrudzoną czekoladą pięcioletnią dziewczynkę na zdjęciu.
-Matko, to ja?-wyjęła kartonik i przyjrzała mu się uważnie.
-No, tak. Minęło ponad dwadzieścia lat, a dalej nie umiesz jeść.-zaśmiał się, ścierając z jej brody czekoladę.
-A to?-spytała, wskazując kolejne zdjęcie.
-To moja studniówka, a to moja koleżanka ze szkoły, Magda. Po latach powiedziała mi, że była we mnie strasznie zakochana, ale bała się, że ja nic do niej nie czuję, i że się od niej odsunę. Dla mnie rzeczywiście Magda była tylko dobrym kumplem, z którym mogłem pogadać o meczach, wyjazdach i grze naszej reprezentacji… no dobra, historię mojego życia poznałaś. Teraz chcę się dowiedzieć czegoś o tobie.
-Bartek…
-Wiem, pamiętam, miałem nie pytać. Ale o tym co robiłaś po naszych wspólnych wakacjach chyba możesz mi powiedzieć, co?
                Na rozmowach o przeszłości minęła im prawie cała noc. Wspominali, żartowali i zastanawiali się, co by było, gdyby nie urwał się między nimi kontakt. W końcu, gdy zegarek na ścianie wskazywał godzinę drugą trzydzieści cztery, wstali, pozbierali porozrzucane zdjęcia i wyszli na korytarz. Marta, odzwyczajona od wpływu jaki wywiera spożywany alkohol zachwiała się, i chroniąc się przed upadkiem zacisnęła rękę na ramieniu siatkarza. Ten tylko uśmiechnął się i obejmując ją w pasie zaprowadził schodami do sypialni.
-Bartuś…-zaczęła szeptem, gdy brunet pomagał jej dotrzeć do łóżka. Nie dokończyła jednak zdania, zamiast tego wpiła się zachłannie w jego usta, przyciągając go do siebie bliżej. On, początkowo nie był w stanie zareagować, zaskoczony zachowaniem dziewczyny, lecz już chwilę później oddawał pocałunki z taką samą pasją, wplątując dłonie w jej włosy.
-Marta… nie powinniśmy…-stwierdził, przerywając pocałunek, gdy szatynka próbowała pozbyć się jego koszuli.-Jutro… jutro możesz tego żałować.-dodał, odsuwając się od niej. Wstał, poprawił koszulę i, zabierając koc i poduszkę ruszył do drzwi prowadzących na korytarz.
-Bartek, zostań…-zatrzymał go głos Niewińskiej.
-Nie mogę. Nie chcę, byś jutro myślała, że wykorzystałem okazję żeby się w tobą przespać, gdy byłaś pijana.
-Zostań, proszę. Obiecuję, że nic się nie wydarzy.
-Nie powinienem tego robić-stwierdził, kładąc się obok dziewczyny.
-Wielu rzeczy nigdy nie powinniśmy byli zrobić, ale chyba na tym polega życie, by robić to, co wydaje się niewłaściwe.-odparła, układając głowę na ramieniu Bartka i przytulając się do niego. Palcami prawej dłoni kreśliła kółeczka na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w dźwięk jego oddechu oraz bicie jego serca…
                -Jezu, moja głowa…-jęknęła Marta, gdy obudziła się rano.-Bartek, mógłbyś zasłonić to okno?-spytała, chowając głowę pod poduszką.-Bartek?-powtórzyła, lecz znów nikt jej nie odpowiedział. Niechętnie podniosła się i zobaczyła, że Gawryszewskiego nie ma w pokoju. Wszedł do niego chwilę później, niosąc tacę ze śniadaniem, kawą i butelką wody.-Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś aniołem?-spytała, gdy postawił tacę na szafce obok łóżka.
-Nie przypominam sobie, ale chętnie usłyszałbym to jeszcze raz.-odparował, zasłaniając okno.
-Jesteś aniołem. Moim prywatnym aniołem stróżem.-wypiła duszkiem pół butelki wody.-o tak… tego mi było trzeba. Jak to jest, że ja mam kaca stulecia, a ty wyglądasz jakbyś niczego wczoraj nie wypił?
-Wypiłem więcej od ciebie. Opijało się niejedną wygraną, więc już zaprawiony w boju jestem.
-Masz szczęście. Myślałam, że chciałeś mnie upić.
-Przecież wiesz, że nic…
-Wiem i dziękuję, że tak się o mnie troszczysz.-odparła opijając łyk kawy.
-Część dzieciarnia, jak tam impreza?-do pokoju jak burza wpadła Paulina-Mam nadzieję, że nie zostanę ciocią w najbliższym czasie?
-Paula… też cię kocham, ale możesz troszkę ciszej?-jęknęła Marta, łapiąc się za głowę.

-Kac morderca? Znam ten ból. Dwie aspiryny, filiżanka kawy i da się żyć.-poradziła wyszła, by za chwilę wrócić z tabletkami.-trzymaj. I nie dziękuj. Zabieram cię dzisiaj na miasto. Założę się, że Bartek jeszcze niczego ci nie pokazał? Nadrobimy to, tylko musisz doprowadzić się do stanu używalności…-obiecała i wyszła. Tym razem na dobre.



Z wielkim opóźnieniem, ale w końcu jest... kolejny rozdział. Przepraszam, że tak rzadko pojawiają się nowe notki... na szczęście zaczęły się wakacje i mogę nadrobić zaległości. Postaram się przez najbliższe dwa miesiące pisać regularnie, zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 4


                Obudziła się wypoczęta jak nigdy, odkąd zachorowała jej matka. Pierwszy raz od lat nie dręczyły ją koszmary, nic jej nie bolało. Jedynym zaskoczeniem było dla niej oplatające ją w talii ramię. Jej głowa natomiast unosiła się i opadała równo z oddechem Bartka.
                -Dzień dobry, śpiąca królewno.-szepnął, gładząc jej włosy.-Wiem, miałem trzymać ręce przy sobie, ale to Ty się do mnie przytuliłaś.-wytłumaczył, gdy uniosła głowę i spojrzała na niego znacząco.
                -Przepraszam-odparła, rumieniąc się.-Mogłeś mnie obudzić.-próbowała się podnieść, lecz uniemożliwiło jej to oplatające ją w pasie ramię Bartka.-Ej! Mógłbyś mnie już puścić!-zaśmiała się, opadając z powrotem na tors bruneta.
                -Czy najwygodniejsza poduszka na świecie może liczyć na buziaka na dzień dobry?-zagadnął, pochylając się nad dziewczyną. Jego usta znajdowały się tuż nad jej wargami. Czuł ciepły oddech Marty na policzku.
                -Bartek! O przepraszam, nie chciałam wam przeszkodzić…-do pokoju wpadła Paulina. Bartek automatycznie opadł na łóżko obok brunetki.-Nie wiedziałam, że jesteście tu razem. Nieważne. Wychodzę, wrócę wieczorem. Bawcie się dobrze.-wyrzuciła z siebie i, puszczając im buziaczka w powietrzu, wybiegła z pokoju. Chwilę później z korytarza dobiegł trzask zamykanych w pośpiechu drzwi.
                -Zawsze miała wyczucie czasu…-jęknął Gawryła, przeczesując włosy palcami.
                -To u was chyba rodzinne.-wtrąciła Marta, wstając z łóżka. Nieświadomie podwinęła koszulkę, odsłaniając kilka cali pokrytych ranami pleców.
                -Co to jest?-spytał brunet, podchodząc do dziewczyny. Odwrócił ją tyłem do okna i podwijając jeszcze bardziej opinający jej ciało materiał, przyglądał się poranionej skórze.-Co to jest?-powtórzył, nie doczekawszy się odpowiedzi.
                -To… nic takiego.-zbyła go.
                -MARTA! Przecież widzę. Kto Ci to robił?
                -Bartek, odpuść. To nie twoja sprawa… to… to już przeszłość.
                -Raczej niezbyt odległa, te rany są świeże. Kto Ci to zrobił? Twój były? I nie mów mi, że to nie jest moja sprawa, bo to jest moja sprawa.
                -To, że mnie przygarnąłeś nie znaczy, że możesz ingerować w moje życie! Pozwól, że się przebiorę i już mnie nie ma…-odparła i, zabierając swoje rzeczy, wyszła z sypialni, zostawiając w środku kompletnie zamurowanego Gawryłę.

                -MARTA! Marta, zaczekaj!-krzyczał siatkarz, biegnąc za oddalającą się w pośpiechu dziewczyną.-Zatrzymaj się, proszę!
                -Czego jeszcze chcesz? Jestem Ci wdzięczna, że pozwoliłeś mi zamieszkać u siebie, ale nie pozwolę Ci wtrącać się w moje życie niezależnie od niczego!-odwróciła się, mierząc bruneta ostrym spojrzeniem.
                -Marta, błagam. Porozmawiajmy spokojnie! Proszę, nie chciałem, by to tak zabrzmiało. MARTA, ja chcę Ci pomóc!
                -POMÓC! Ta… ciekawe jak! Nie możesz mi pomóc! NIKT NIE MOŻE! Nikt…-zakończyła szeptem, a jej oczy zalśniły od łez.
                -Więc pozwól mi chociaż spróbować. Obiecuję, że już nie poruszę tego tematu, chyba, że sama będziesz chciała porozmawiać. Możesz tu zostać tak długo, jak tylko będziesz potrzebowała. Tylko proszę, zostań…-wyszeptał, obejmując ją delikatnie.
                -Bartek… dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?-spytała, wtulając się mocniej w jego ramiona.
                -Ja naprawdę czuję, jakbym cię znał. I chociaż wiem, że to właściwie niemożliwe, to jestem prawie pewny, że już kiedyś cię spotkałem. Nie mogę pozwolić, byś została sama…
               
-Mówiłeś, że umiesz gotować!-krzyknęła Marta która, krztusząc się czarnym dymem wypełniającym całe mieszkanie, próbowała po omacku odnaleźć i otworzyć okno.
-Bo umiem! Zagadałaś mnie i dlatego się przypaliło!-bronił się Bartek, pochylając się nad nieudaną pizzą. Czarny, dymiący się placek leżący na blasze zdecydowanie nie zachęcał do jedzenia.
-Bartuś… czy ty zdajesz sobie sprawę, że ta twoja pizza nie jest przypalona? Ona jest zwęglona. Mówiłam, że lepiej zamówić.
-Taa… mówisz tak, bo nie próbowałaś tej w moim wykonaniu!-zarzekał się, wypinając dumnie pierś.
-No i nie spróbuję. To co? Idę po telefon.-skwitowała szatynka, wychodząc z kuchni.
-Marta, zaczekaj! Masz może ochotę na…-otworzył zamrażalnik-gołąbki albo… pierogi z kapustą? Moja mama to najlepsza kucharka jaką znam!
-Pierogi z kapustą? Bardzo chętnie! Nie jadłam ich od tak dawna… chyba ostatni raz wtedy, gdy byłyśmy z mamą nad morzem… miałam może z sześć, siedem lat… wynajmowałyśmy malutki domek przy plaży i nasza sąsiadka zrobiła ich za dużo, więc zaprosiła nas na obiad. Mama nigdy nie umiała lepić pierogów.-wspominała dziewczyna, podczas gdy Bartek przygotowywał obiad.-Żałuję, bo chętnie bym się tego nauczyła. Uwielbiam pierogi.
-Mama próbowała mnie tego nauczyć, ale nigdy nie miałem cierpliwości. A poza tym wiesz… tata zawsze śmiał się ze mnie, kiedy chciałem jej pomóc w kuchni. Według niego to kobieta powinna gotować mężowi, nie odwrotnie. O wilku mowa!-zaśmiał się, wyjmując z kieszeni jeansów komórkę.-Cześć mamuś! Właśnie o tobie myślałem!-Marta, nie chcąc przeszkadzać gospodarzowi dała mu znak, że idzie się przewietrzyć i wyszła z kuchni.-Zawołam cię, kiedy wszystko będzie gotowe.-usłyszała jeszcze jego krzyk.

-Masz pozdrowienia od mojej mamy.-stwierdził Bartek, stawiając na kuchennym przed Niewińską miskę po brzegi wypełnioną pachnącymi, gorącymi pierogami.
-Powiedziałeś jej, że u ciebie mieszkam?-dziewczyna zakrztusiła się popijanym sokiem.
-Nie mam przed mamą w zasadzie żadnych tajemnic. Jest moim najlepszym kumplem. Tylko, że kobietą… no nieważne. Kazała przywieźć cię do Warszawy, gdy będę jechał do niej następnym razem. Koniecznie chce poznać swoją, jak to powiedziała „przyszłą synową”.
-Bartek, czy jest w twojej rodzinie chociaż jedna kobieta, która, dowiadując się o mnie, nie będzie próbowała nas wyswatać?-zaśmiała się szatynka, zajadając się pierogami.
-Nie ma. Chociaż nie, Karolinka, moja chrześnica może być odrobinę zazdrosna. Smakuje?-zmienił temat, unosząc do ust kubek z herbatą.
-Jeszcze pytasz? Są nieziemskie! Nigdy nie jadłam czegoś równie dobrego!-zachwycała się.-A tak w ogóle, to masz jakieś plany na resztę dnia?
-Przed chwilą marudziłaś, że wszyscy chcą nas wyswatać, a teraz sama proponujesz randkę? Jesteś niesamowita!
-Ej, kto tu mówi o jakiejś randce?! Pytałam tylko, czy masz jakieś plany, bo zamierzałam przejść się po mieście, żeby poszukać pracy i mieszkania, a znając moje szczęście zgubię się, jak tylko wyjdę z twojego domu. Potrzebuję przewodnika.-wytłumaczyła się, próbując ukryć rumieńce, które wkradły się na jej policzki na wspomnienie o randce.
-O pracę się nie martw, coś znajdziemy, a mieszkać możesz tu. W sezonie i tak całymi dniami nie ma mnie w domu, a kiedy wracam, to nie mam się do kogo odezwać. No i, gdyby mieszkał ze mną ktoś jeszcze, mógłbym wreszcie zabrać mojego psa od rodziców. Tęsknimy za sobą, a rozmowy telefoniczne nie wchodzą w grę.
-Nie, no dlaczego? Chciałabym zobaczyć, jak rozmawiasz przez telefon z psem. A tak w ogóle, to znowu to robisz!-mruknęła, grożąc mu widelcem.
-Co robię?
-Wpędzasz mnie w poczucie winy! Nie chciałam się u ciebie zatrzymać, to jęczałeś, ze stracisz pracę, teraz kiedy chcę znaleźć sobie mieszkanie znowu to robisz.
-No… może troszeczkę. To działa?-spytał, wstawiając talerz i ulubiony kubek do zlewu.
-Działa. Niestety.
-Aż tak ci tu źle? Mogę się przymknąć, jeśli przeszkadza ci mój nieustanny słowotok.-zatrzymał się za plecami Marty i oparł się rękami o stół po obu jej stronach.-No, przynajmniej się postaram.-dodał szeptem wprost do jej ucha.
-Nie, no nie wierzę! Zostawiam was na kilka godzin, a wy mi wyżeracie pierogi!-z korytarza dotarł do nich krzyk Pauliny.-Macie szczęście, że został chociaż jeden. A, i tak w ogóle… nie przeszkadzajcie sobie, ja już wychodzę. Przyszłam tylko po aparat, bo zapomniałam go rano. To na razie!-krzyknęła i już jej nie było...

-Wy naprawdę macie niesamowite wyczucie czasu!-zaśmiała się Marta, uciekając sprzed stołu pod ramieniem siatkarza.



Witam znów!!! :) w końcu udało mi się znaleźć dość czasu, by dokończyć tę notkę, i oto jest :)
Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy pojawi się następna. Zrobię co w mojej mocy, by stało się to jak najszybciej :)
BTW, jak podoba wam się szeroka kadra na MŚ??
ENJOY :)

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 3

-Florencja!-krzyknęła blondynka dwie godziny i sześćset zdjęć później.-O, to jest Luca, moja pierwsza włoska miłość. Te oczy… cudowne…-rozmarzyła się dziewczyna.

-Uhuuu… ziemia do Pauli!-krzyknął Bartek, machając ręką przed oczami siostry.-Odpłynęłaś!-zaśmiał się, gdy spojrzała na niego zdezorientowanym wzrokiem.
-Co? A tak… Luca… cudowny facet. Te spacery w środku nocy po mieście, ech, niezapomniane. O, a to nasza wycieczka do Rimini. Dużo ludzi, ale bardzo fajne miasteczko. Piasek tak gorący, że nie da się po nim chodzić. O, graliśmy w plażówkę. Widzisz, braciszku, nauka nie poszła w las. Pamiętam jeszcze, jak się serwuje.
-E… co to za serwowanie… lewą ręką.-parsknął Gawryszewski.-O… ładna dziewczyna.
-A, to… Veronica, siostra Luci. Straszna maruda. O, a to najlepszy klub w mieście. Super imprezy, aż do wschodu słońca. Oni tam chyba w ogóle nie sypiają. Cały dzień na plaży, cała noc w centrum i w klubach. Zazdroszczę, też mogłabym tak żyć. Ojej, nasz babski wieczór! Szukałam tych zdjęć! Dziewczyny się ucieszą! Super. No i jeszcze raz Rzym. Koloseum, Panteon, i Piazza Navona… piękne miasto. Chyba zostanę tam na stałe. Gdyby tylko nie było tak gorąco…
-Opalenizna nie bierze się z niczego-wtrąciła Marta, która do tej pory milczała, słuchając opowieści blondynki.-Zazdroszczę ci. Ja jeszcze nigdy nie byłam za granicą. To musi być niesamowite, te widoki, góry, te miasta… marzenie.
-Może odwiedzicie mnie, kiedy już wrócę do Rzymu. Zapraszam. Moje mieszkanie stoi otworem.
-Uważaj na złodziei.-zaśmiał się jej brat, kładąc się na kanapie.-O, to już było. Dobra, jemy coś, czy od razu idziemy spać?
-Ja nie jestem głodna i raczej nie jadam o tej porze, także… dobranoc.-pożegnała się Gawryszewska, wychodząc z salonu, uprzednio chowając aparat do torby.
-Ej, Paula!-zatrzymał ją Bartek.-Śpisz w gościnnym, nie?-zapytał, gdy jaj głowa wychyliła się zza drzwi.
-Tak i nawet nie myśl, że się przeniosę.
-OK. jakoś to przecierpię. Dobranoc.-dziewczyna zniknęła, a chwilę później dało się słyszeć szum wody gdzieś na górze.-Jesteś głodna?-spytał Martę, wstając z kanapy. Dziewczyna kiwnęła głową.-To chodź, pokażę ci, gdzie będziesz spała, a potem zrobię nam kolację.-zaproponował i ruszył na górę, po drodze zabierając jej leżącą na podłodze w korytarzu torbę.-Zapraszam.-odezwał się otwierając przed brunetką drzwi pierwszego pokoju.-To mój pokój, tam jest łazienka, a tam jest pokój gościnny, który zawłaszczyła moja siostra. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci to, że będziesz mieszkać w mojej sypialni?
-A ty?
-Ja?-zapytał zaskoczony, przerywając zmienianie pościeli.-Ja prześpię się na dole, na kanapie, a jutro postaram się znaleźć mój stary materac… teraz już mi się nie chce.-zaśmiał się.
-Bartek, daj spokój. Jestem niższa, mniejsza, więc spokojnie mogę spać na kanapie. Ty zostań tu, a ja pójdę na dół…-zaczęła, podnosząc torbę z fotela, na którym położył ją siatkarz.
-Nie ma mowy. Jesteś moim gościem. Ty śpisz tu, ja na dole. Bez dyskusji, bo się obrażę!
-Ale… no dobra. Niech ci będzie.
-I tak ma być. Jeśli chcesz się odświeżyć już teraz to chodź na dół, do drugiej łazienki, bo Paula raczej zbyt szybko tej nie zwolni.-idąc za jego radą dziewczyna wyjęła w torby bieliznę, szorty i jakąś koszulkę i ruszyła za nim na dół.
-W szafce nad umywalką są jakieś kosmetyki, a w tej obok pralki na górnej półce leżą ręczniki. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, krzycz, będę w kuchni.-mówił, gdy szli na dół. Otworzył drzwi przed Martą i zamknął je, gdy weszła do środka.
-Bartek!-usłyszał, zanim odsunął się od drzwi.
-No co tam?-zapytał, zaglądając do łazienki.
-Nie znajdę w tych szafkach żadnych niespodzianek? Wiesz, co mam na myśli.
-Umm… nie, raczej nic takiego tam nie ma.
-OK. dzięki.-westchnęła i zamknęła przed nim drzwi, pamiętając, by przekręcić kluczyk. „Tak na wszelki wypadek.” Powoli rozebrała się i po raz pierwszy od dawna miała okazję dokładniej przyjrzeć się swojemu ciału. Jej plecy zdobiły liczne szramy, otarcia, rany zadane przez Rafała. Wiele z nich zdążyło się już zagoić i pozostały po nich zaledwie delikatne białe blizny, jednak znacznie więcej było tych świeżych,  niezagojonych, wrażliwych na dotyk. Syknęła, przejeżdżając palcami po szerokim rozdarciu na skórze biegnącym dokładnie wzdłuż linii kręgosłupa. Kiedy kilka minut później weszła do wanny wypełnionej ciepłą wodą, znów poczuła się, jakby dzisiejszy dzień był wyłącznie snem, z którego za chwilę się obudzi. Jednak krzyk Bartka, który oznajmił jej, że czeka na nią w kuchni z kolacją utwierdził ją w przekonaniu, że jednak to wszystko dzieje się naprawdę. Po półgodzinnej kąpieli wyszła z wanny i delikatnie wytarła swoje ciało, starając się nie wydobywać z siebie dźwięków, gdy materiał ręcznika drażnił ślady znajdujące się na jej plecach. W końcu po kilku minutach wyszła z łazienki upewniając się najpierw, że koszulka zakrywa wystarczająco dokładnie wszystkie zranienia.-Od razu mi lepiej-stwierdziła, wchodząc do kuchni, w której urzędował Gawryszewski.
-Uznałem, że kanapki będą najodpowiedniejsze. Nie byłem pewny, jak długo ci zajmie kąpiel, a tak przynajmniej miałem pewność, że nie wystygną.-Herbaty?
-Chętnie.-odparła, i siadając na krześle chwyciła pierwszą kanapkę. Jedząc przyglądała się brunetowi krążącemu między kuchennymi szafkami.-Bartek… wiesz, odkąd zobaczyłam cię dziś w pociągu, nie mogę się pozbyć wrażenia, że skądś cię znam. Nie wiem, może to brzmi głupio, ale… czy to możliwe, że już się kiedyś spotkaliśmy?
-Też miałem cię o to zapytać.-odparł, stawiając przed nią kubek z logiem JW.-Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to że spotkaliśmy się na jakimś moim meczu, ale po pierwsze, marne szanse, że zapamiętałbym te oczy, bo nie mam zbyt wiele czasu, by przyglądać się dziewczynom na trybunach, a po drugie, raczej zapamiętałabyś mnie… tak… teraz to wykazałem się skromnością-jęknął, kręcąc głową. Usiadł przy stoliku i upił łyk soku pomarańczowego ze swojej szklanki.
-Mecz zdecydowanie odpada… nigdy na żadnym nie byłam…
-To koniecznie musimy to zmienić! Zabiorę cię kiedyś. Co prawda liga zaczyna się w połowie września, ale możemy się wybrać na jakiś mecz reprezentacji…
-Daj spokój. Przecież nie będę tak długo siedziała ci na głowie.
-Liga Światowa zaczyna się za dwa tygodnie! To wcale nie tak długo.
-Mam tu zostać dwa tygodnie? Nie ma mowy!
-A co, nie podoba ci się tu? Obiecuję, przestanę cię zamęczać moimi monologami! Słowo harcerza!-zapewnił, teatralnie unosząc w górę dwa palce.
-A byłeś kiedyś harcerzem?-spytała dziewczyna, dopijając herbatę.
-Nie.-zaśmiał się, sięgając po kanapkę. Przez cały czas wpatrywał się w twarz zamyślonej brunetki.
-Dziękuję.-odezwała się Marta, dopijając herbatę.-Za wszystko. Nie znasz mnie, ale zaprosiłeś mnie do domu. A co, jeśli jestem morderczynią?-zapytała, wstając od stołu, i odnosząc kubek do zlewu. Usłyszała szuranie taboretu i zerknęła za siebie.
-Jeśli jesteś morderczynią, to przynajmniej zginę z rąk pięknej kobiety.-stwierdził, uśmiechając się, jak to miał w zwyczaju.-Zostaw, ja pozmywam!-stwierdził, odsuwając dziewczynę od zlewu.-Jesteś moim gościem.-dodał, wyjmując z jej dłoni kubek i gąbkę.
-Tym bardziej chcę się na coś przydać.-odparła buntowniczo Marta.
-W takim razie… czy mogłabyś przenieść do salonu poduszkę i koc z mojej sypialni? Są w komodzie, przy oknie. Na górnej półce.-poinstruował ją, i chwilę później usłyszał jej kroki na schodach…

-Bartek?!-słysząc krzyk Marty, Gawryszewski przerwał dotychczas wykonywaną czynność i ruszył w stronę salonu, w której spodziewał się ją znaleźć. Stała obok kanapy, ściskając w ramionach błękitny koc i poduszkę.-Jesteś pewien, że chcesz tu spać? Nawet ja się tu nie zmieszczę.
-Już kilka nocy spędziłem na tej kanapie. Jest wygodniejsza niż się wydaje. Daj mi to.-zabrał od niej pościel i ułożył na kanapie.
-Bartek…
-Nie ma mowy. Nie pozwolę Ci tu spać.-stwierdził twardo środkowy.
-To chociaż zgódź się pójść na górę. Twoje łóżko jest dość duże… zmieścimy się na nim we dwoje.
-zaproponowała brunetka.-Nie bój się, nic Ci nie zrobię.-zapewniła, widząc jego niezdecydowaną twarz.
-Skoro chciałaś iść ze mną do łóżka, wystarczyło poprosić.-odparł środkowy, uśmiechając się łobuzersko. Niewińska zmroziła go wzrokiem.-Nie obrażaj się, to miał być żart.-bronił się siatkarz.
-Jasne… rób co chcesz, ja idę na górę.-mruknęła dziewczyna i opuściła salon.
-Brawo.-jęknął Gawryła, wracając do kuchni. Sprzątnął po kolacji i ruszył do łazienki.-Cholera!-warknął, uświadamiając sobie, że wszystkie jego rzeczy są w jego sypialni. Zawrócił i wszedł schodami na piętro. Ostrożnie otworzył drzwi i zajrzał do środka. Marta stała przy oknie i wpatrywała się w fale tworzące się na Bałtyku. Wszedł do pokoju najciszej jak umiał, by nie przeszkadzać wyraźnie zamyślonej dziewczynie.
-Od lat nie byłam nad morzem.-odezwała się, zerkając na bruneta.-Zapomniałam, jak pięknie wyglądają fale nocą.
-Tak… też lubię się im przyglądać.-szepnął, podchodząc bliżej dziewczyny.-To nigdy się nie nudzi.
-Zapewne.-odparła. Odwracając się, omal nie wpadła na stojącego tuż za nią siatkarza.-Nie wiedziałam, że jesteś tak blisko-wyszeptała, ściskając jego przedramię, by nie upaść.
-Przepraszam, nie powinienem… przyszedłem tylko po swoje rzeczy.-stwierdził, podchodząc do komody.-Już Ci nie przeszkadzam. Dobranoc.-dodał, gdy znalazł to, czego chciał. Kilka sekund później drzwi zamknęły się za nim.
-BARTEK!-krzyknęła dziewczyna, wychodząc na korytarz. Chłopak zatrzymał się w połowie schodów.-Ja mówiłam poważnie. Możemy spać w jednym łóżku… o ile będziesz trzymał ręce przy sobie!

-Obiecuję.-odparł, schodząc na dół. Dziewczyna z westchnieniem opadła na łóżko, wsłuchując się w szum płynącej w ruchach wody, podczas gdy Bartek brał prysznic. Kwadrans później wszedł do sypialni i ostrożnie wsunął się pod kołdrę, obawiając się, że obudzi Martę. Jednak ona nie spała. Leżała tyłem do niego, wsłuchując się w jego oddech, który powoli się uspokajał…

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 2

-Jesteśmy na miejscu.-odezwał się taksówkarz, zatrzymując pojazd przed małym domkiem na
znajdującym się na obrzeżach miasta osiedlu. Za domem zieleniły się drzewa dość rozległego lasu, a po przeciwnej stronie drogi, zaledwie pięćdziesiąt metrów od miejsca, w którym się znajdowali rozciągała się plaża. Fale Bałtyku rozpryskiwały się na brzegu, a nad ich głowami latały mewy. Marta napawała się widokiem okolicy, podczas gdy Bartek wyjmował ich rzeczy z bagażnika.-Panie Bartku, czy mogę prosić o autograf?-zapytał taksówkarz, gdy brunet podszedł do niego, by zapłacić za kurs.-Dla Angeliki, mojej córki. Uwielbia waszą drużynę i chybaby mi nie wybaczyła, gdybym nie zdobył pańskiego podpisu.-odpowiedział, podczas gdy Bartek podpisywał podaną przez mężczyznę kartkę.-Bardzo panu dziękuję… o nie, na koszt firmy.-dodał, widząc, że Bartek wyjął z kieszeni portfel, by zapłacić.
-Dziękuję. Chyba zacznę częściej jeździć taksówkami.-zaśmiał się chłopak, odwracając się w stronę Marty.
-Autograf?-spytała zaskoczona dziewczyna.-Czekaj, już wiem! Ty jesteś siatkarzem… Bartek… hmm… GAWRYSZEWSKI! Cholera, jak mogłeś mi nie powiedzieć?
-No przecież wiesz. Z resztą, jestem raczej przeciętny, więc nie uznałem tego za istotne. Chodźmy już.-zakończył temat i poprowadził dziewczynę przez obsadzony krzakami róż ogród w stronę domu, który wyraźnie wpasował się w otoczenie. Jego czekoladowobrązowe ściany, oraz pomalowane na biało drzwi, okiennice, oraz ciągnąca się wokół domu balustrada nadawały mu bajkowego charakteru. Podjazd do garażu, oraz chodnik, którym szli wyłożone były jasnym kamieniem. Zza garażu wychylały się dwa intensywnie pachnące krzewy bzu.-Zapraszam do mojego królestwa-odezwał się, otwierając drzwi przed Martą.-Z góry przepraszam za bałagan, nie spodziewałem się gości.-dodał, wchodząc za dziewczyną do wyłożonego kamieniem przedpokoju, a z niego do kuchni, z której zastali...-Paulina? Co ty tu robisz? Dawno przyjechałaś? I tak w ogóle, to skąd wzięłaś klucze?
-Tak, Bartuś, też się cieszę, że cię widzę. Przyjechałam tydzień temu, żeby odwiedzić brata, ale go nie zastałam. Telefonu też nie odbierał. A klucze znalazłam w skrzynce z bratkami. Tak między nami, złodzieje też pewnie domyślają się, że one tam są.-odparła blondynka, przytulając się do siatkarza. Była od niego zaledwie kilka centymetrów niższa.-Nie przedstawisz mi swojej nowej dziewczyny? A tak w ogóle, to jak mogłeś się nie pochwalić, że kogoś sobie w końcu znalazłeś? Paulina Gawryszewska, siostra Bartka.
-Marta Niewińska. I… nie jestem jego dziewczyną.
-Uwierz mi, to tylko kwestia czasu.
-PAULA!-warknął brunet.-Znamy się od trzech godzin, a ty już chcesz nam ślub organizować?
-Ej, a kto tu mówi o ślubie? Bartuś, nie denerwuj się, złość piękności szkodzi.-odparła i wzruszając ramionami wyszła z kuchni.-A, obiad jest na kuchence.-krzyknęła, wychodząc z domu brata.
-O… spaghetti!-ucieszył się środkowy, zaglądając do garnka.-Masz ochotę? Nie obiecuję, że się nie potrujemy, ale chyba warto spróbować.
-Umm… chętnie. Lubię ryzyko.-zaśmiała się dziewczyna. Bartek wyszczerzył się i nałożył danie na dwa talerze.
-Smacznego.-postawił przed dziewczyną talerz.
-Bartek, a czy twoja siostra nie będzie miała nic przeciwko temu, bym tu została?-zapytała Marta, nawijając na widelec nitkę makaronu.
-Paula? Daj spokój! Przecież ona już obmyśla plan, jak tu nas zeswatać!-zaśmiał się brunet. Jego stwierdzenie sprawiło, że widelec Niewińskiej zatrzymał się w połowie drogi do jej ust.-Spokojnie. U niej to normalne. Niedługo jej przejdzie. Wiesz, młodej strasznie zależy, żebym kogoś sobie znalazł… nigdy nie lubiła mojej byłej narzeczonej i teraz sama szuka mi dziewczyny.
-Byłeś zaręczony?
-Umm… tak… poznałem Agnieszkę jeszcze w podstawówce. Początkowo to była zwykła szczeniacka miłość. Pod koniec szkoły rozeszliśmy się każde w swoją stronę, zwłaszcza, że ja chciałem trenować. Ona miała inne plany. Chciała być artystką, poszła do szkoły plastycznej. Spotkaliśmy się kilka lat później, kiedy grałem w Rzeszowie. Byliśmy wtedy zupełnie innymi ludźmi, ale to co było kiedyś między nami odżyło. Zupełnie straciłem dla niej głowę. Rok później się jej oświadczyłem. Byliśmy zaręczeni przez trzy lata. W międzyczasie przenieśliśmy się do Jastrzębia-Zdroju, potem tutaj. Planowaliśmy ślub, ja w tajemnicy przed nią kupiłem ten domek. Chciałem go jej dać w prezencie ślubnym… miesiąc wcześniej wyjechała do Francji, by wystawić tam swoje prace. Tydzień po jej wyjeździe dostałem list. Poznała tam jakiegoś Francuza, podobno się zakochała. Odesłała mi pierścionek, kazała odwołać ślub. Załamałem się, chciałem sprzedać dom. Dostałem kilka ofert, ale ostatecznie każdą odrzucałem. No, koniec o mnie. Powiedz mi coś o sobie. Czym się zajmujesz?
-Yy…-„Cholera, co ja mam mu powiedzieć? Ech, Niewińska, myśl, myśl…”-Studiowałam fotografię, ale po śmierci mamy nie byłam w stanie ich ukończyć. To była moja jedyna rodzina. Poza nią nie mam nikogo. Ojciec zostawił mamę jeszcze zanim się urodziłam.
-O, przepraszam. Nie miałem pojęcia. To dlatego wyjechałaś z Lublina?
-W porządku. Zdążyłam się z tym pogodzić. Od śmierci mojej mamy minęły już prawie cztery lata. Miałam… problemy osobiste… Za bardzo uwierzyłam w szczerość mojego chłopaka i sporo przez to straciłam…-„Dokładnie trzy lata, przez które siedziałam zamknięta w jego mieszkaniu”-dopiero teraz udało mi się od niego uwolnić. Musiałam wyjechać, nie mogłam dłużej tam zostać.-zakończyła szeptem, powstrzymując napływające do oczu łzy.
-Wróciłam!-do kuchni dobieg krzyk Pauliny, a chwilę później ona sama pojawiła się w kuchni.-O, jak wam smakowało?-zapytała, wskazując na opróżnione talerze.-Moja specjalność-Pasta a lá Paula. To co? Może napijemy się kawy?-Oboje pokiwali głowami-Chodźcie do salonu, przywiozłam mnóstwo zdjęć. Bartek, zrób tę kawę.-szybko zmieniła zdane i pociągnęła za sobą Niewińską.-Co myślisz o moim bracie?-zagaiła, podłączając lustrzankę do telewizora.-Pewnie nie spodziewaliście się, że kogoś tu zastaniecie, inaczej Bartek nikogo by tu nie zabrał. Wstydzi się nas. NO WŁĄCZ SIĘ!-ostatnie zdanie skierowała do aparatu, który nie wyrażał chęci współpracy.-No, to? Co sądzisz o Bartku? Niezłe z niego ciacho, nie? Gdyby nie to, że jest moim bratem… no nareszcie-jęknęła, kiedy na ekranie telewizora w końcu pojawiło się pierwsze zdjęcie.-Mów.-mówiąc to odwróciła się w strony Marty.
-Bartek… jest przystojny, nawet bardzo, i… wydaje mi się, jakbym skądś go znała, ale nie mogę sobie przypomnieć, skąd. Może po prostu kogoś mi przypomina…
-Yy, przepraszam, że wam przerwę, ale, nie wiem jaką kawę pijesz. Parzona, czy rozpuszczalna?-za plecami dziewczyn pojawił się Gawryszewski. Swoje pytanie skierował do brunetki.
-Rozpuszczalna, tylko nie za mocna. I z mlekiem, jeśli można.
-Jasne, że można. Zaraz wracam.-odparł i wrócił do kuchni
-On zawsze pojawia się w nieodpowiednim momencie-zaśmiała się jego siostra, wskazując na drzwi za którymi zniknął.-to, na czym skończyłyśmy? A tak, już wiem. Może po prostu widziałaś go w telewizji, wiesz, on jest siatkarzem.
-Tak, wiem. kiedyś oglądałam siatkówkę razem z mamą, ale po jej śmierci… sporo się zmieniło. Nie, to nie to. Nie chodzi tylko o wygląd. Ja naprawdę czuję, jakbyśmy się już kiedyś spotkali… tylko nie mogę sobie przypomnieć, gdzie…
-Wasza kawa, zgodnie z zamówieniem. Niestety, poza Delicjami nie mamy nic słodkiego. No, chyba, że cukier-do pokoju wparował gospodarz niosąc tacę z trzema filiżankami i paczką wspomnianych ciasteczek.-Obgadywałyście mnie?-zapytał, a jego uśmiech zrobił się jeszcze szerszy, o ile w ogóle jest to możliwe. Marcie przeszło przez myśl, że odkąd spotkała go rano w pociągu uśmiech nie znikł z jego twarzy nawet na moment.
-Braciszku, może cię zaskoczę, ale nie jesteś aż tak boski, bym rozmawiała o tobie z każdą napotkaną osobą.-zaśmiała się Paulina, sięgając po swoją kawę.-No już, siadaj. Mamy sporo zdjęć do obejrzenia,-O, to jest budynek mojej uczelni. O, a to moja przyjaciółka ze studiów, Carla.
-Całkiem ładna. A ta blond paskuda obok niej, to kto?
-Jak możesz? To, że jesteś wyższy nie znaczy wcale, że nie oberwiesz za te słowa!-krzyknęła Gawryszewska, rzucając się na brata. Łaskotki, o tak, to zdecydowanie jego słaby punkt. Kilka sekund później zwijał się ze śmiechu, atakowany zarówno przez siostrę jak i Martę.
-Ej, dziewczyny, dajcie spokój. Biała flaga! Poddaję się!-krzyczał, licząc na litość.
-No nie wiem, Marta, co ty na to? Damy mu spokój, czy raczej nie?
-Mm… nie!-zdecydowała brunetka.
-I ty przeciwko mnie?-wycharczał, próbując opanować śmiech.-Paula, mieliśmy oglądać zdjęcia!-chwycił się ostatniej deski ratunku.
-NO TAK!-wrzasnęła blondynka, dając bratu spokój. Bartek z wyraźną ulgą usiadł na kanapie, próbując uspokoić oddech.
-Nie przyznałaś się, że masz chłopaka!-wytknął jej siatkarz, wskazując na kolejne zdjęcie. Paulina przytulała się do chłopaka o włoskiej urodzie.

-A, to tylko Fabio. Świetny facet, ale woli chłopców. W sumie… nie dziwię mu się. Też ich wolę-zaśmiała się blondynka.-O, to z naszego wyjazdu do Wenecji! Piękne miasto, musicie je koniecznie kiedyś odwiedzić. Te wąskie uliczki i mosty… ach, można się zakochać. A nocą wygląda jeszcze piękniej. Światła odbijające się w wodzie… niesamowity klimat. Bartek, patrz, kogo spotkałam w Rzymie!-krzyknęła, gdy na ekranie pojawiło się jej zdjęcie z Michałem Łasko pod Fontanną di Trevi.-Wpadłam na niego z Carlą kiedy czekał na swoją narzeczoną. Na początku go nie poznałam, to on mnie zaczepił. Zabawny z niego człowiek. Nazwał mnie małą Gawryłą. O, a to Milena… ja jestem wysoka, ale ona… czułam się jak krasnoludek…

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 1

Siedziała na parapecie „więzienia” obracając w palcach starą, lekko przerdzewiałą żyletkę. Mimo, iż kilka razy próbowała jej użyć, nigdy nie zdobyła się na odwagę, by odebrać sobie życie. „Jesteś żałosna” podpowiadał jej zdradziecki głos, „Zrób to, przecież tego właśnie chcesz. Zrób to, nim Rafał tu wejdzie.” Brunetka przycisnęła żyletkę do skóry, jednak nie umiała znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, by przeciąć żyłę.
Drzwi za jej plecami otworzyły się. Dziewczyna słyszała ciężki oddech Wieczorka, jednak bała się odwrócić. Dopiero huk zmusił ją do spojrzenia w stronę wyjścia. W progu leżał nieprzytomny Rafał, a szafka, która znajdowała się za nim, rozpadła się na kilka części. Marta niepewnie podeszła do chłopaka, obawiając się, że to tylko podstęp. Zastanawiała się, czy Rafał nie próbuje jej zachęcić do ucieczki, by w ostatniej chwili ją złapać i pobić jeszcze dotkliwiej niż zwykle. Jednak z każdą mijającą sekundą, brunetka upewniała się, że Rafał rzeczywiście stracił przytomność. Z szafy wyciągnęła torbę z ostatnimi niezniszczonymi rzeczami oraz małym, pluszowym misiem-najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. Z dziury w podłodze wyjęła skarpetkę z oszczędnościami. Starając się poruszać jak najciszej ominęła leżącego na podłodze chłopaka i wyszła z pokoju. Zatrzymała się przy drzwiach, by sprawdzić, czy widać na jej twarzy jakieś ślady po atakach Wieczorka i dla pewności założyła bluzę, naciągając kaptur na głowę. Chwyciła za klamkę licząc na to, że drzwi są otwarte. „Kto by pomyślał, że Rafał jest tak nieostrożny?” zapytała samą siebie, gdy drzwi ustąpiły. Wybiegła z mieszkania i prawie spadła ze schodów, tak bardzo chciała opuścić mieszkanie. Wychodząc z klatki zatrzymała się na chwilę, by po raz pierwszy od czterech lat nabrać świeżego powietrza do płuc. Popędziła przed siebie, licząc na to, że przystanek autobusowy jest w tym samym miejscu co wtedy, gdy po raz ostatni była poza mieszkaniem Rafała. Tym razem szczęście jej dopisało. Gdy dobiegła na przystanek, podjechał autobus. Kupiła bilet, skasowała go i z uczuciem ulgi opadła na siedzenie.
Gdy dotarła na dworzec PKP, słońce wreszcie wyszło zza chmur. Marta zmrużyła oczy, odzwyczajona od blasku promieni słonecznych. W pośpiechu wbiegła do budynku, i zerknęła na tablicę odjazdów. Widniała na niej data 20. maja 2013. „Więc… Trójmiasto. Oby pociąg się nie spóźnił, bo będzie krucho, jeśli ktoś mnie rozpozna…” powiedziała do siebie w myślach. Podeszła do kasy i poprosiła o bilet. Jej głos zabrzmiał obco, w końcu przez ostatnie lata rzadko się odzywała… odliczyła odpowiednią sumę, ciesząc się w duchu, że przez te wszystkie lata Rafał nie zauważył, że podkradała mu pieniądze. Wiedziała, że udało jej się uzbierać blisko sześćset złotych, co teoretycznie powinno wystarczyć jej na przetrwanie do czasu, aż znajdzie jakąś pracę. Siadając na krzesełku przy wyjściu na peron, zaciskała pięści, błagając, by pociąg był punktualnie.
Wreszcie, po godzinie pociąg wtoczył się na peron. Marta westchnęła z ulgą, ciesząc się, że mimo czterdziestopięciominutowego opóźnienia, w końcu zajęła miejsce w pustym przedziale. Z żalem opuszczała Lublin, w końcu spędziła w tym mieście całe życie. Z drugiej strony niezmiernie cieszyła się faktem ucieczki od Rafała. Wkrótce, wpatrując się w zmieniające się za oknem krajobrazy, zasnęła.

Obudziło ją wrażenie, że ktoś się jej przypatruje. Nie otworzyła jednak oczu. Liczyła na to, że jeśli Rafał uzna, że brunetka śpi, to odpuści jej i tym razem nie zrobi jej krzywdy. Jednak obserwowanie jej we śnie nie pasowało do Wieczorka. Uchyliła jedno oko i zobaczyła przed sobą przystojnego bruneta o zabójczym szarobłękitnym spojrzeniu. Automatycznie przypomniała sobie, że przecież uciekła z Lublina. Zerwała się do pozycji siedzącej i zerknęła na wciąż wpatrującego się w nią mężczyznę. „Dlaczego się tak na mnie gapisz? Mam coś na twarzy, czy co?” chciała go zapytać. Odwróciła głowę w stronę okna i wyjrzała przez nie. „Cholera, długo spałam, skoro jesteśmy już w Ostródzie. Niedługo będziemy na miejscu. Dlaczego on się dalej na mnie gapi?”
-Mam nadzieję, że pani nie obudziłem. Jeśli tak, to przepraszam-odezwał się wreszcie chłopak, zmuszając Martę do spojrzenia na niego. Po raz kolejny uderzyło ją, jak bardzo jest przystojny. „Już go gdzieś widziałam… cholera, tylko gdzie? Skąd ja znam tą twarz? I jeszcze te oczy… tak, na pewno gdzieś już je widziałam.”-Czy coś się stało? Jeśli pani przeszkadzam, to mogę się przenieść, albo chociaż się zamknąć. Proszę tylko powiedzieć.
-Słucham?-zapytała zaskoczona. „Pięknie Niewińska, po prostu cudownie… odpłynęłaś… i co on teraz o tobie pomyśli? Z resztą… co kogo obchodzi jego zdanie na mój temat.”-Przepraszam, zamyśliłam się.
-Pytałem, czy pani nie przeszkadzam.
-Nie, nie, skądże. Po prostu zaskoczyła mnie pańska obecność. Nie słyszałam, żeby ktoś wchodził…-plątała się.
-Nic dziwnego. Kiedy w Warszawie wszedłem do tego przedziału, nawet się pani nie poruszyła. Myślałem nawet, że coś się pani stało…
-W Warszawie? To tak długo spałam? Niedobrze… tracę czujność-ostatnie trzy słowa wyszeptała do siebie.
-Jeśli mogę spytać… dokąd pani jedzie? A tak w ogóle… Bartosz-wyciągnął do niej rękę, którą, zaskoczona, uścisnęła, przedstawiając się-miło mi cię poznać, Marto… chyba, że wolisz, bym dalej mówił „pani”. Bez względu na to, mów mi Bartek.
-Nie, nie… możesz mi mówić po imieniu… Bartku-odparła nieśmiało. „Cholera, imię też kojarzę… kto to jest?”
-To… powiesz mi, dokąd jedziesz?-zagadnął po raz kolejny. „Jaki wścibski z niego facet! Ale ten uśmiech… ach… Martuśka, o czym ty myślisz?! Dopiero uciekłaś od Rafała! No, ale… przystojny jest.” W jej głowie panował totalny chaos. Jedna myśl goniła drugą. Jej milczenie przerwał szept mężczyzny.
-Jeśli nie chcesz, nie mów.-„Powiedzieć? Nie powiedzieć. Powiedzieć… Nie mówić… ech, raz się żyje”.
-W porządku… to nie jest tajemnica. Jadę do Gdańska.-odparła, uśmiechając się nieśmiało.
-Do Gdańska? Ciekawe… do pracy? A może w odwiedziny do znajomych?
-A skąd wiesz, że nie jestem z Gdańska, co?-zapytała z buntowniczym wyrazem twarzy.
-Mieszkam tam już od kilku miesięcy… nie spotkałem cię tam, a tak pięknej kobiety nie da się nie zauważyć. „Tylko się nie zarumień, tylko się nie zarumień… cholera, rumienię się!”-Chociaż… właściwie przypominasz mi kogoś… kogoś, kogo spotkałem bardzo dawno temu i nigdy nie zapomniałem…-„Czy on mnie podrywa? O NIE! On mnie naprawdę PODRYWA!” krzyczała w myślach, starając się opanować swoje bijące coraz szybciej serce. Nie pomagał jej w tym fakt, że brunet nie przestawał szczerzyć swoich prostych, śnieżnobiałych zębów.
-Ej, Marta! Słuchasz mnie?-przerwał jej wewnętrzny monolog.
-Co? Przepraszam… jestem trochę rozkojarzona. Dużo się dzieje ostatnio w moim życiu. Możesz powtórzyć?
-Pytałem, co cię ciągnie do Gdańska? Jeśli nie chcesz-nie mów.-Zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią.
-Musiałam coś zmienić w swoim życiu… poszłam na dworzec, a najbliższy pociąg odjeżdżał właśnie do Gdańska. Wybór był prosty.
-Czyli pewnie nie masz się gdzie zatrzymać?-pokręciła głową w odpowiedzi-w takim razie zabieram cię do siebie. „ŻE CO PROSZĘ?! JAK TY TO SOBIE WYOBRAŻASZ?! ZNAM CIĘ OD GODZINY I MAM U CIEBIE PRZENOCOWAĆ?!” chciała krzyknąć. Zamiast tego powiedziała tylko:
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie. Twoja dziewczyna nie byłaby zadowolona, gdybyś przyprowadził do domu obcą kobietę.
-Dlaczego uważasz, że mam dziewczynę?-wskazała głową na jego nadgarstek, na którym znajdowała się silikonowa opaska z wypisanym imieniem.-A, to… Paulina jest moją siostrą. Jest ode mnie młodsza dokładnie o rok. Przez całe dzieciństwo byliśmy nierozłączni. Po skończeniu liceum wyjechała na studia do Włoch. Wtedy wymieniliśmy się tymi opaskami. Na znak, że zawsze jesteśmy razem.
-To piękne… zazdroszczę wam. Nigdy nie miałam nikogo równie bliskiego.-westchnęła.
-Może kiedyś ją poznasz. Szybko byście się zaprzyjaźniły. Jesteście do siebie podobne. Z charakteru, oczywiście-wyszczerzył się.-no to jak? Dotrzymasz mi towarzystwa? Nie chcę spędzać wieczoru na oglądaniu powtórek meczów i pochłanianiu wałówki od mamy. Wiesz, właśnie od niej wracam.
-Nie, Bartek. Nie powinnam.
-Błagam, jak się roztyję, to wywalą mnie z roboty, i to będzie twoja wina.-zastrzegł, wskazując na nią swoim długim palcem.
-To się nazywa szantaż! To jest karalne!
-Ćśśś… nikomu nie powiemy. Chodź, jesteśmy na miejscu.-zaśmiał się i biorąc jej jedyną torbę i swoją walizkę ruszył za nią w kierunku wyjścia.-Jak to jest możliwe, że ja po powrocie z dwutygodniowego urlopu u rodziców mam więcej rzeczy niż ty, przeprowadzając się?-zapytał, zaskoczony ruszając w stronę postoju taksówek-normalnie jeżdżę volvo, ale akurat jest u mechanika. Wskakuj!-dodał, otwierając przed nią drzwi.
-Ale ja nie powiedziałam jeszcze, że się zgadzam.
-Słowo klucz: jeszcze-odparł, pakując ich rzeczy do bagażnika. Wsiadł do auta i podając kierowcy adres wyszczerzył się do brunetki, która patrzyła na niego z mordem w oczach…


piątek, 3 stycznia 2014

Prolog

Z nieba sączył się deszcz. Ulewa ograniczała widoczność, jednak ona nie zatrzymywała się. Szła, a płynące po jej policzkach łzy mieszały się z kroplami deszczu. Snuła się ulicami Lublina, byle jak najszybciej oddalić się od szpitala. Od szpitala, w którym straciła jedyną bliską osobę. Przed oczami wciąż miała zastygłą w bezruchu twarz matki, wciąż czuła dotyk jej dłoni, którą ściskała, błagając rodzicielkę, by otworzyła oczy… słyszała słowa lekarza i wciąż nie mogła w nie uwierzyć. „Jakim cudem wczoraj weszła o własnych siłach na izbę przyjęć, a dziś nie żyje?” pytała w myślach, kopiąc kamienie znajdujące się na jej drodze. Dokąd zmierzała? Sama tego nie wiedziała. Załamana opadła na parkową ławkę, i podciągając kolana pod brodę, ukryła w nich oczy. Jej ramiona unosiły już nie tylko przez nieopanowany płacz. Okropny chłód przeniknął jej ciało, jednak nie był wywołany przez zdradliwą, majową pogodę, lecz wrażenie pustki, która ogarnęła ją po odejściu matki. Po jej lewej stronie pojawił się cień, a ktoś usiadł na ławeczce obok niej.
-Nie uważasz, że rozsądnej byłoby ukryć się w domu?-zapytał mężczyzna, osłaniając ją parasolem.
-Odejdź! Chcę być sama!-krzyknęła przez łzy, nawet nie odwracając się w stronę rozmówcy.
-Nie mógłbym. Samotna dziewczyna, na ławce w parku, w taką pogodę i jeszcze… w tej okolicy? Nie mogę cię tu zostawić. Nie chciałbym mieć cię na sumieniu-odparł, niezrażony, narzucając na ramiona dziewczyny swoją kurtkę.-Jestem Rafał.
-A co mi do tego?-warknęła, odsuwając się od chłopaka.
-Pomyślałem, że skoro mamy tu siedzieć razem, to powinienem się przedstawić.
Godziny mijały, a ulewa nie odchodziła. Można by powiedzieć, że pogoda dostosowała się do nastroju dziewczyny. Brunetka wciąż nie podnosiła się z ławki. Chłopak również nie wydawał się zainteresowany opuszczeniem dziewczyny. Gdzieś w oddali rozległ się grzmot.
-Chyba zbiera się na burzę, nie uważasz? To będzie pierwsza w tym roku.-zagadnął Rafał, przerywając dość męczącą ciszę, która ich ogarnęła.-Wydaje mi się, że powinniśmy gdzieś ją przeczekać. Na pewno nie tutaj.
-Jeśli chcesz, możesz iść! Nikt cię tu nie trzyma!-krzyknęła dziewczyna, lekko odwracając głowę w jego stronę.-I nikt nie zapraszał cię, żebyś usiadł obok!-ryknęła i zrywając się z ławki, pobiegła przed siebie, zostawiając osłupiałego chłopaka.
-Poczekaj! Nie uciekaj! Chciałem ci tylko pomóc! Ej, dokąd tak pędzisz?-krzyczał, biegnąc za dziewczyną. Chwilę później jednak stracił ją z zasięgu wzroku.-Gdzie mogłaś się ukryć?-mruknął, rozglądając się. Zobaczył ją skuloną przy ścianie jednego z pobliskich bloków. Powoli ruszył w jej stronę.-Skoro tak bardzo chciałaś mnie odwiedzić, wystarczyło  powiedzieć-zadrwił, zbliżając się do niej.-Mieszkam dokładnie tutaj. Na trzecim piętrze. Zapraszam.-dodał, otwierając drzwi. Dziewczyna rzuciła w jego stronę wściekłe spojrzenie.-No, przynajmniej jesteś ładna. Nie będę żałował, że się przysiadłem. No chodź. Nic ci nie zrobię. Gdybym chciał cię zabić, albo zgwałcić, nie czekałbym tyle czasu w tym deszczu! Chodź, chodź, chodź… no już, idziemy na górę.
-Nigdzie nie idę!
-Nie powiedziałem ci jeszcze, że jestem bardzo uparty? Wejdziesz sama, albo cię zaniosę-to stwierdzenie zmusiło dziewczynę do podniesienia się z mokrej od deszczu ziemi.-Mądra decyzja. To, powiesz mi jak masz na imię?
-Jestem… Marta-odparła po dłuższym namyśle, wlokąc się za Rafałem…

Od tamtego wydarzenia minęły dokładnie cztery lata. I wiele się od tamtej chwili zmieniło. Przypadkowa znajomość szybko zmieniła się w miłość, miłość… w horror…

Po dwóch miesiącach od pierwszego spotkania Marta zgodziła się zamieszkać z Rafałem. To wydarzenie nieodwracalnie zmieniło jej życie. Zaledwie chwilę po przekroczeniu progu nowego mieszkania Marta straciła wszystkie swoje rzeczy, a Rafał… okazał się być potworem. Zamknięta w małym pokoiku wyposażonym jedynie z chybotliwe łóżko i starą zniszczoną szafę została zostawiona sama sobie. Całe dnie spędzała na parapecie pokoju, wyglądając przez zakratowane okno na ulicę, po której rzadko ktokolwiek się przemieszczał. Fakt, była to jedna z gorszych części miasta. Jedynymi mieszkańcami byli narkomani i alkoholicy, którzy nie byliby w stanie jej pomóc, nawet gdyby mogła jakoś ich zawołać.
Dni mijały jeden za drugim, a jej egzystencja w mieszkaniu Wieczorka nie zmieniła się w zasadzie ani odrobinę. Aż w końcu, po miesiącu zniewolenia w pokoiku pojawił się Rafał. Jego oczy były zamglone, a zarazem wyrażały ogromną wściekłość. W jednej ręce ściskał butelkę taniej wódki, w drugiej-szeroki pas nabijany ćwiekami. W ustach trzymał niedopalonego papierosa. Nim zdążyła zareagować, leżała na brzuchu na łóżku, a pas uniósł się nad nią po raz pierwszy. Kolejne uderzenia sypały się jedno za drugim. Ból wyciskał łzy z jej oczu, po skórze spływały strużki krwi, które wsiąkały w porwany i zniszczony materiał koszulki…

To był pierwszy raz, kiedy Rafał ją uderzył… nie, nie ostatni. Takich dni jak tamten było jeszcze wiele… każdy z nich był równie nieoczekiwany. Z czasem Dominika przyzwyczaiła się do bólu, łez, krwi, do której przyklejały się skrawki materiału zniszczonych ubrań. Za każdym jednak razem, kiedy Wieczorek pojawiał się w jej pokoju, wciąż miała nadzieję, że tym razem coś się zmieni… że brunet zrezygnuje, pozwoli jej odejść... nic takiego się nie wydarzyło…
Z pokoju mogła wyjść maksymalnie dwa razy dziennie. Za każdym razem na pięć minut. Trzy razy w tygodniu Rafał pozwalał dziewczynie na kąpiel… o ile dziesięciominutowy prysznic w zimnej wodzie w ogóle można nazwać kąpielą…

Czasem, gdy wymierzał jej „karę”, jak to określał, zdarzało się, że zamroczony alkoholem zasypiał na łóżku brunetki. Dawało to Dominice kilkanaście minut, by wyciągnąć z jego portfela kilka drobnych monet. Tyle, by chłopak nie zauważył ich braku. Po roku oddało jej się zabrać trochę ponad 150 zł. W końcu, we wrześniu 2012r. miała wystarczająco dużo pieniędzy, by uciec. Jednak jak to zrobić, skoro cały czas znajdowała się pod kluczem…?

***
No więc prolog... i mam nadzieję, że to nie koniec :)
Kilka rozdziałów już przygotowałam, wkrótce się pojawią :)
POZDRAWIAM :*