poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 5

-No i jak, gotowa?-spytał Bartek, zaglądając do sypialni, w której urzędowała szatynka, przygotowując się do wyjścia.
-Eee… prawie, daj mi jeszcze minutkę.-westchnęła, wywalając na łóżko zawartość swojej torby. Wszyscy śmieją się z kobiet, że nigdy nie mają się w co ubrać, a ja naprawdę nie mam w co się ubrać.-zaśmiała się, patrząc na małą kupkę ubrań. Leżał wśród nich również mały, pluszowy miś.
-Ej, też miałem takiego misia w dzieciństwie!-krzyknął Bartek, wyplątując maskotkę ze starej koszulki zawiniętej wokół niego. Rzucił się plecami na łóżko, przyglądając się pluszakowi.-Nazywał się Filip, ale…
-Ale oddałeś go pewnej dziewczynce spotkanej nad morzem jakieś dwadzieścia lat temu? Opadła i zbiła kolano, a na plaży zostawiła ukochanego króliczka?
-Tak, skąd wiesz?
-Stałeś się moim bohaterem.-odpowiedziała, zabierając siatkarzowi białego misia.
-Zaraz… to byłaś Ty? Ta śliczna blondyneczka w warkoczykach i bez górnej jedynki?-krzyknął zaskoczony.-I nic mi do tej pory nie powiedziałaś?
-No, bo… dopiero teraz, jak Filip wypadł z torby, to sobie o nim przypomniałam. Ej, tylko o tej jedynce pamiętałeś?
-Oczywiście, że nie. Chodziłaś cały czas w jeansowych ogrodniczkach z dziurą na kolanie i nie pozwalałaś ich zmienić na nic innego.-wspominał, wpatrując się w twarz Marty, jakby szukał w niej odbicia koleżanki sprzed dwudziestu lat.-Jaki ten świat mały. I pomyśleć, że tyle lat temu byliśmy nierozłączni… no, przynajmniej do czasu, a teraz znów się spotkaliśmy, i znów to ty masz pozbijane kolana…-zaśmiał się, i oplątując ramionami nogi dziewczyny, pociągnął ją na łóżko obok siebie.
-Ej, puść mnie, wariacie!-wrzasnęła, zaskoczona Niewińska. Gdy padła na materac obok Gawryły oboje wybuchli śmiechem.
-Pogięło was?-do pokoju wpadła Marta, patrząc na nich jak na idiotów.-Ej, to nie jest Filemon? Ten twój miś?
-Nie Filemon, tylko Filip. I, tak, to on. A to, moja kochana siostrzyczko, jest Marta, której go podarowałem.
-Marta, taka dobra rada… uciekaj od niego. Po tym wyjeździe przez całe lato nie mówił o niczym innym, tylko o tobie. Dzieciaki, nie czekajcie na mnie, idę na imprezę a Igą i Agą. Bądźcie grzeczni.
                -Znalazłem!-krzyknął z dołu Bartek, triumfalnie unosząc nad głowę zakurzone pudełko. Marta w tym czasie siedziała u szczytu schodów, zastanawiając się, co tym razem wymyślił siatkarz.-tu są wszystkie moje zdjęcia z dzieciństwa!-wytłumaczył, otwierając pudełko. Cieszył się tym jak małe dziecko. Wbiegł do salonu i wysypał zdjęcia na środku dywanu.-zaraz wracam.-dodał  i wyszedł na korytarz, zostawiając osłupiałą dziewczynę samą.
-Okej…-mruknęła Marta, klękając obok sterty fotografii.-Bartek… Bartek z rodzicami, Bartek z Paulą, Bartek z… zaraz to Bartman?
-No tak, on też jest z Warszawy, a graliśmy razem w MOS-ie przez rok. Półsłodkie, może być?-postawił na podłodze butelkę wina i dwa kieliszki i wrócił do kuchni.-Ha, uchowała się!-stwierdził uradowany, niosąc przed sobą tabliczkę orzechowej czekolady. Usiadł obok Marty, otworzył wino i rozlał je do kieliszków.
-Patrz, poznajesz?-spytał pół butelki później, wskazując na ubrudzoną czekoladą pięcioletnią dziewczynkę na zdjęciu.
-Matko, to ja?-wyjęła kartonik i przyjrzała mu się uważnie.
-No, tak. Minęło ponad dwadzieścia lat, a dalej nie umiesz jeść.-zaśmiał się, ścierając z jej brody czekoladę.
-A to?-spytała, wskazując kolejne zdjęcie.
-To moja studniówka, a to moja koleżanka ze szkoły, Magda. Po latach powiedziała mi, że była we mnie strasznie zakochana, ale bała się, że ja nic do niej nie czuję, i że się od niej odsunę. Dla mnie rzeczywiście Magda była tylko dobrym kumplem, z którym mogłem pogadać o meczach, wyjazdach i grze naszej reprezentacji… no dobra, historię mojego życia poznałaś. Teraz chcę się dowiedzieć czegoś o tobie.
-Bartek…
-Wiem, pamiętam, miałem nie pytać. Ale o tym co robiłaś po naszych wspólnych wakacjach chyba możesz mi powiedzieć, co?
                Na rozmowach o przeszłości minęła im prawie cała noc. Wspominali, żartowali i zastanawiali się, co by było, gdyby nie urwał się między nimi kontakt. W końcu, gdy zegarek na ścianie wskazywał godzinę drugą trzydzieści cztery, wstali, pozbierali porozrzucane zdjęcia i wyszli na korytarz. Marta, odzwyczajona od wpływu jaki wywiera spożywany alkohol zachwiała się, i chroniąc się przed upadkiem zacisnęła rękę na ramieniu siatkarza. Ten tylko uśmiechnął się i obejmując ją w pasie zaprowadził schodami do sypialni.
-Bartuś…-zaczęła szeptem, gdy brunet pomagał jej dotrzeć do łóżka. Nie dokończyła jednak zdania, zamiast tego wpiła się zachłannie w jego usta, przyciągając go do siebie bliżej. On, początkowo nie był w stanie zareagować, zaskoczony zachowaniem dziewczyny, lecz już chwilę później oddawał pocałunki z taką samą pasją, wplątując dłonie w jej włosy.
-Marta… nie powinniśmy…-stwierdził, przerywając pocałunek, gdy szatynka próbowała pozbyć się jego koszuli.-Jutro… jutro możesz tego żałować.-dodał, odsuwając się od niej. Wstał, poprawił koszulę i, zabierając koc i poduszkę ruszył do drzwi prowadzących na korytarz.
-Bartek, zostań…-zatrzymał go głos Niewińskiej.
-Nie mogę. Nie chcę, byś jutro myślała, że wykorzystałem okazję żeby się w tobą przespać, gdy byłaś pijana.
-Zostań, proszę. Obiecuję, że nic się nie wydarzy.
-Nie powinienem tego robić-stwierdził, kładąc się obok dziewczyny.
-Wielu rzeczy nigdy nie powinniśmy byli zrobić, ale chyba na tym polega życie, by robić to, co wydaje się niewłaściwe.-odparła, układając głowę na ramieniu Bartka i przytulając się do niego. Palcami prawej dłoni kreśliła kółeczka na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w dźwięk jego oddechu oraz bicie jego serca…
                -Jezu, moja głowa…-jęknęła Marta, gdy obudziła się rano.-Bartek, mógłbyś zasłonić to okno?-spytała, chowając głowę pod poduszką.-Bartek?-powtórzyła, lecz znów nikt jej nie odpowiedział. Niechętnie podniosła się i zobaczyła, że Gawryszewskiego nie ma w pokoju. Wszedł do niego chwilę później, niosąc tacę ze śniadaniem, kawą i butelką wody.-Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś aniołem?-spytała, gdy postawił tacę na szafce obok łóżka.
-Nie przypominam sobie, ale chętnie usłyszałbym to jeszcze raz.-odparował, zasłaniając okno.
-Jesteś aniołem. Moim prywatnym aniołem stróżem.-wypiła duszkiem pół butelki wody.-o tak… tego mi było trzeba. Jak to jest, że ja mam kaca stulecia, a ty wyglądasz jakbyś niczego wczoraj nie wypił?
-Wypiłem więcej od ciebie. Opijało się niejedną wygraną, więc już zaprawiony w boju jestem.
-Masz szczęście. Myślałam, że chciałeś mnie upić.
-Przecież wiesz, że nic…
-Wiem i dziękuję, że tak się o mnie troszczysz.-odparła opijając łyk kawy.
-Część dzieciarnia, jak tam impreza?-do pokoju jak burza wpadła Paulina-Mam nadzieję, że nie zostanę ciocią w najbliższym czasie?
-Paula… też cię kocham, ale możesz troszkę ciszej?-jęknęła Marta, łapiąc się za głowę.

-Kac morderca? Znam ten ból. Dwie aspiryny, filiżanka kawy i da się żyć.-poradziła wyszła, by za chwilę wrócić z tabletkami.-trzymaj. I nie dziękuj. Zabieram cię dzisiaj na miasto. Założę się, że Bartek jeszcze niczego ci nie pokazał? Nadrobimy to, tylko musisz doprowadzić się do stanu używalności…-obiecała i wyszła. Tym razem na dobre.



Z wielkim opóźnieniem, ale w końcu jest... kolejny rozdział. Przepraszam, że tak rzadko pojawiają się nowe notki... na szczęście zaczęły się wakacje i mogę nadrobić zaległości. Postaram się przez najbliższe dwa miesiące pisać regularnie, zobaczymy, co z tego wyjdzie :)