piątek, 3 stycznia 2014

Prolog

Z nieba sączył się deszcz. Ulewa ograniczała widoczność, jednak ona nie zatrzymywała się. Szła, a płynące po jej policzkach łzy mieszały się z kroplami deszczu. Snuła się ulicami Lublina, byle jak najszybciej oddalić się od szpitala. Od szpitala, w którym straciła jedyną bliską osobę. Przed oczami wciąż miała zastygłą w bezruchu twarz matki, wciąż czuła dotyk jej dłoni, którą ściskała, błagając rodzicielkę, by otworzyła oczy… słyszała słowa lekarza i wciąż nie mogła w nie uwierzyć. „Jakim cudem wczoraj weszła o własnych siłach na izbę przyjęć, a dziś nie żyje?” pytała w myślach, kopiąc kamienie znajdujące się na jej drodze. Dokąd zmierzała? Sama tego nie wiedziała. Załamana opadła na parkową ławkę, i podciągając kolana pod brodę, ukryła w nich oczy. Jej ramiona unosiły już nie tylko przez nieopanowany płacz. Okropny chłód przeniknął jej ciało, jednak nie był wywołany przez zdradliwą, majową pogodę, lecz wrażenie pustki, która ogarnęła ją po odejściu matki. Po jej lewej stronie pojawił się cień, a ktoś usiadł na ławeczce obok niej.
-Nie uważasz, że rozsądnej byłoby ukryć się w domu?-zapytał mężczyzna, osłaniając ją parasolem.
-Odejdź! Chcę być sama!-krzyknęła przez łzy, nawet nie odwracając się w stronę rozmówcy.
-Nie mógłbym. Samotna dziewczyna, na ławce w parku, w taką pogodę i jeszcze… w tej okolicy? Nie mogę cię tu zostawić. Nie chciałbym mieć cię na sumieniu-odparł, niezrażony, narzucając na ramiona dziewczyny swoją kurtkę.-Jestem Rafał.
-A co mi do tego?-warknęła, odsuwając się od chłopaka.
-Pomyślałem, że skoro mamy tu siedzieć razem, to powinienem się przedstawić.
Godziny mijały, a ulewa nie odchodziła. Można by powiedzieć, że pogoda dostosowała się do nastroju dziewczyny. Brunetka wciąż nie podnosiła się z ławki. Chłopak również nie wydawał się zainteresowany opuszczeniem dziewczyny. Gdzieś w oddali rozległ się grzmot.
-Chyba zbiera się na burzę, nie uważasz? To będzie pierwsza w tym roku.-zagadnął Rafał, przerywając dość męczącą ciszę, która ich ogarnęła.-Wydaje mi się, że powinniśmy gdzieś ją przeczekać. Na pewno nie tutaj.
-Jeśli chcesz, możesz iść! Nikt cię tu nie trzyma!-krzyknęła dziewczyna, lekko odwracając głowę w jego stronę.-I nikt nie zapraszał cię, żebyś usiadł obok!-ryknęła i zrywając się z ławki, pobiegła przed siebie, zostawiając osłupiałego chłopaka.
-Poczekaj! Nie uciekaj! Chciałem ci tylko pomóc! Ej, dokąd tak pędzisz?-krzyczał, biegnąc za dziewczyną. Chwilę później jednak stracił ją z zasięgu wzroku.-Gdzie mogłaś się ukryć?-mruknął, rozglądając się. Zobaczył ją skuloną przy ścianie jednego z pobliskich bloków. Powoli ruszył w jej stronę.-Skoro tak bardzo chciałaś mnie odwiedzić, wystarczyło  powiedzieć-zadrwił, zbliżając się do niej.-Mieszkam dokładnie tutaj. Na trzecim piętrze. Zapraszam.-dodał, otwierając drzwi. Dziewczyna rzuciła w jego stronę wściekłe spojrzenie.-No, przynajmniej jesteś ładna. Nie będę żałował, że się przysiadłem. No chodź. Nic ci nie zrobię. Gdybym chciał cię zabić, albo zgwałcić, nie czekałbym tyle czasu w tym deszczu! Chodź, chodź, chodź… no już, idziemy na górę.
-Nigdzie nie idę!
-Nie powiedziałem ci jeszcze, że jestem bardzo uparty? Wejdziesz sama, albo cię zaniosę-to stwierdzenie zmusiło dziewczynę do podniesienia się z mokrej od deszczu ziemi.-Mądra decyzja. To, powiesz mi jak masz na imię?
-Jestem… Marta-odparła po dłuższym namyśle, wlokąc się za Rafałem…

Od tamtego wydarzenia minęły dokładnie cztery lata. I wiele się od tamtej chwili zmieniło. Przypadkowa znajomość szybko zmieniła się w miłość, miłość… w horror…

Po dwóch miesiącach od pierwszego spotkania Marta zgodziła się zamieszkać z Rafałem. To wydarzenie nieodwracalnie zmieniło jej życie. Zaledwie chwilę po przekroczeniu progu nowego mieszkania Marta straciła wszystkie swoje rzeczy, a Rafał… okazał się być potworem. Zamknięta w małym pokoiku wyposażonym jedynie z chybotliwe łóżko i starą zniszczoną szafę została zostawiona sama sobie. Całe dnie spędzała na parapecie pokoju, wyglądając przez zakratowane okno na ulicę, po której rzadko ktokolwiek się przemieszczał. Fakt, była to jedna z gorszych części miasta. Jedynymi mieszkańcami byli narkomani i alkoholicy, którzy nie byliby w stanie jej pomóc, nawet gdyby mogła jakoś ich zawołać.
Dni mijały jeden za drugim, a jej egzystencja w mieszkaniu Wieczorka nie zmieniła się w zasadzie ani odrobinę. Aż w końcu, po miesiącu zniewolenia w pokoiku pojawił się Rafał. Jego oczy były zamglone, a zarazem wyrażały ogromną wściekłość. W jednej ręce ściskał butelkę taniej wódki, w drugiej-szeroki pas nabijany ćwiekami. W ustach trzymał niedopalonego papierosa. Nim zdążyła zareagować, leżała na brzuchu na łóżku, a pas uniósł się nad nią po raz pierwszy. Kolejne uderzenia sypały się jedno za drugim. Ból wyciskał łzy z jej oczu, po skórze spływały strużki krwi, które wsiąkały w porwany i zniszczony materiał koszulki…

To był pierwszy raz, kiedy Rafał ją uderzył… nie, nie ostatni. Takich dni jak tamten było jeszcze wiele… każdy z nich był równie nieoczekiwany. Z czasem Dominika przyzwyczaiła się do bólu, łez, krwi, do której przyklejały się skrawki materiału zniszczonych ubrań. Za każdym jednak razem, kiedy Wieczorek pojawiał się w jej pokoju, wciąż miała nadzieję, że tym razem coś się zmieni… że brunet zrezygnuje, pozwoli jej odejść... nic takiego się nie wydarzyło…
Z pokoju mogła wyjść maksymalnie dwa razy dziennie. Za każdym razem na pięć minut. Trzy razy w tygodniu Rafał pozwalał dziewczynie na kąpiel… o ile dziesięciominutowy prysznic w zimnej wodzie w ogóle można nazwać kąpielą…

Czasem, gdy wymierzał jej „karę”, jak to określał, zdarzało się, że zamroczony alkoholem zasypiał na łóżku brunetki. Dawało to Dominice kilkanaście minut, by wyciągnąć z jego portfela kilka drobnych monet. Tyle, by chłopak nie zauważył ich braku. Po roku oddało jej się zabrać trochę ponad 150 zł. W końcu, we wrześniu 2012r. miała wystarczająco dużo pieniędzy, by uciec. Jednak jak to zrobić, skoro cały czas znajdowała się pod kluczem…?

***
No więc prolog... i mam nadzieję, że to nie koniec :)
Kilka rozdziałów już przygotowałam, wkrótce się pojawią :)
POZDRAWIAM :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz