Obudziła się wypoczęta jak nigdy, odkąd zachorowała
jej matka. Pierwszy raz od lat nie dręczyły ją koszmary, nic jej nie bolało.
Jedynym zaskoczeniem było dla niej oplatające ją w talii ramię. Jej głowa
natomiast unosiła się i opadała równo z oddechem Bartka.
-Dzień dobry, śpiąca królewno.-szepnął, gładząc jej
włosy.-Wiem, miałem trzymać ręce przy sobie, ale to Ty się do mnie przytuliłaś.-wytłumaczył,
gdy uniosła głowę i spojrzała na niego znacząco.
-Przepraszam-odparła, rumieniąc się.-Mogłeś mnie
obudzić.-próbowała się podnieść, lecz uniemożliwiło jej to oplatające ją w
pasie ramię Bartka.-Ej! Mógłbyś mnie już puścić!-zaśmiała się, opadając z
powrotem na tors bruneta.
-Czy najwygodniejsza poduszka na świecie może liczyć
na buziaka na dzień dobry?-zagadnął, pochylając się nad dziewczyną. Jego usta
znajdowały się tuż nad jej wargami. Czuł ciepły oddech Marty na policzku.
-Bartek! O przepraszam, nie chciałam wam
przeszkodzić…-do pokoju wpadła Paulina. Bartek automatycznie opadł na łóżko
obok brunetki.-Nie wiedziałam, że jesteście tu razem. Nieważne. Wychodzę, wrócę
wieczorem. Bawcie się dobrze.-wyrzuciła z siebie i, puszczając im buziaczka w
powietrzu, wybiegła z pokoju. Chwilę później z korytarza dobiegł trzask
zamykanych w pośpiechu drzwi.
-Zawsze miała wyczucie czasu…-jęknął Gawryła,
przeczesując włosy palcami.
-To u was chyba rodzinne.-wtrąciła Marta, wstając z
łóżka. Nieświadomie podwinęła koszulkę, odsłaniając kilka cali pokrytych ranami
pleców.
-Co to jest?-spytał brunet, podchodząc do dziewczyny.
Odwrócił ją tyłem do okna i podwijając jeszcze bardziej opinający jej ciało
materiał, przyglądał się poranionej skórze.-Co to jest?-powtórzył, nie
doczekawszy się odpowiedzi.
-To… nic takiego.-zbyła go.
-MARTA! Przecież widzę. Kto Ci to robił?
-Bartek, odpuść. To nie twoja sprawa… to… to już
przeszłość.
-Raczej niezbyt odległa, te rany są świeże. Kto Ci to
zrobił? Twój były? I nie mów mi, że to nie jest moja sprawa, bo to jest moja
sprawa.
-To, że mnie przygarnąłeś nie znaczy, że możesz
ingerować w moje życie! Pozwól, że się przebiorę i już mnie nie ma…-odparła i,
zabierając swoje rzeczy, wyszła z sypialni, zostawiając w środku kompletnie
zamurowanego Gawryłę.
-MARTA! Marta, zaczekaj!-krzyczał siatkarz, biegnąc
za oddalającą się w pośpiechu dziewczyną.-Zatrzymaj się, proszę!
-Czego jeszcze chcesz? Jestem Ci wdzięczna, że
pozwoliłeś mi zamieszkać u siebie, ale nie pozwolę Ci wtrącać się w moje życie
niezależnie od niczego!-odwróciła się, mierząc bruneta ostrym spojrzeniem.
-Marta, błagam. Porozmawiajmy spokojnie! Proszę, nie
chciałem, by to tak zabrzmiało. MARTA, ja chcę Ci pomóc!
-POMÓC! Ta… ciekawe jak! Nie możesz mi pomóc! NIKT
NIE MOŻE! Nikt…-zakończyła szeptem, a jej oczy zalśniły od łez.
-Więc pozwól mi chociaż spróbować. Obiecuję, że już
nie poruszę tego tematu, chyba, że sama będziesz chciała porozmawiać. Możesz tu
zostać tak długo, jak tylko będziesz potrzebowała. Tylko proszę, zostań…-wyszeptał,
obejmując ją delikatnie.
-Bartek… dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?-spytała,
wtulając się mocniej w jego ramiona.
-Ja naprawdę czuję, jakbym cię znał. I chociaż wiem,
że to właściwie niemożliwe, to jestem prawie pewny, że już kiedyś cię
spotkałem. Nie mogę pozwolić, byś została sama…
-Mówiłeś,
że umiesz gotować!-krzyknęła Marta która, krztusząc się czarnym dymem
wypełniającym całe mieszkanie, próbowała po omacku odnaleźć i otworzyć okno.
-Bo umiem!
Zagadałaś mnie i dlatego się przypaliło!-bronił się Bartek, pochylając się nad
nieudaną pizzą. Czarny, dymiący się placek leżący na blasze zdecydowanie nie
zachęcał do jedzenia.
-Bartuś…
czy ty zdajesz sobie sprawę, że ta twoja pizza nie jest przypalona? Ona jest
zwęglona. Mówiłam, że lepiej zamówić.
-Taa…
mówisz tak, bo nie próbowałaś tej w moim wykonaniu!-zarzekał się, wypinając
dumnie pierś.
-No i nie
spróbuję. To co? Idę po telefon.-skwitowała szatynka, wychodząc z kuchni.
-Marta,
zaczekaj! Masz może ochotę na…-otworzył zamrażalnik-gołąbki albo… pierogi z
kapustą? Moja mama to najlepsza kucharka jaką znam!
-Pierogi z
kapustą? Bardzo chętnie! Nie jadłam ich od tak dawna… chyba ostatni raz wtedy,
gdy byłyśmy z mamą nad morzem… miałam może z sześć, siedem lat… wynajmowałyśmy
malutki domek przy plaży i nasza sąsiadka zrobiła ich za dużo, więc zaprosiła
nas na obiad. Mama nigdy nie umiała lepić pierogów.-wspominała dziewczyna,
podczas gdy Bartek przygotowywał obiad.-Żałuję, bo chętnie bym się tego
nauczyła. Uwielbiam pierogi.
-Mama
próbowała mnie tego nauczyć, ale nigdy nie miałem cierpliwości. A poza tym
wiesz… tata zawsze śmiał się ze mnie, kiedy chciałem jej pomóc w kuchni. Według
niego to kobieta powinna gotować mężowi, nie odwrotnie. O wilku mowa!-zaśmiał
się, wyjmując z kieszeni jeansów komórkę.-Cześć mamuś! Właśnie o tobie
myślałem!-Marta, nie chcąc przeszkadzać gospodarzowi dała mu znak, że idzie się
przewietrzyć i wyszła z kuchni.-Zawołam cię, kiedy wszystko będzie
gotowe.-usłyszała jeszcze jego krzyk.
-Masz
pozdrowienia od mojej mamy.-stwierdził Bartek, stawiając na kuchennym przed
Niewińską miskę po brzegi wypełnioną pachnącymi, gorącymi pierogami.
-Powiedziałeś
jej, że u ciebie mieszkam?-dziewczyna zakrztusiła się popijanym sokiem.
-Nie mam
przed mamą w zasadzie żadnych tajemnic. Jest moim najlepszym kumplem. Tylko, że
kobietą… no nieważne. Kazała przywieźć cię do Warszawy, gdy będę jechał do niej
następnym razem. Koniecznie chce poznać swoją, jak to powiedziała „przyszłą
synową”.
-Bartek,
czy jest w twojej rodzinie chociaż jedna kobieta, która, dowiadując się o mnie,
nie będzie próbowała nas wyswatać?-zaśmiała się szatynka, zajadając się
pierogami.
-Nie ma.
Chociaż nie, Karolinka, moja chrześnica może być odrobinę zazdrosna.
Smakuje?-zmienił temat, unosząc do ust kubek z herbatą.
-Jeszcze
pytasz? Są nieziemskie! Nigdy nie jadłam czegoś równie dobrego!-zachwycała
się.-A tak w ogóle, to masz jakieś plany na resztę dnia?
-Przed
chwilą marudziłaś, że wszyscy chcą nas wyswatać, a teraz sama proponujesz
randkę? Jesteś niesamowita!
-Ej, kto tu
mówi o jakiejś randce?! Pytałam tylko, czy masz jakieś plany, bo zamierzałam
przejść się po mieście, żeby poszukać pracy i mieszkania, a znając moje
szczęście zgubię się, jak tylko wyjdę z twojego domu. Potrzebuję
przewodnika.-wytłumaczyła się, próbując ukryć rumieńce, które wkradły się na
jej policzki na wspomnienie o randce.
-O pracę
się nie martw, coś znajdziemy, a mieszkać możesz tu. W sezonie i tak całymi
dniami nie ma mnie w domu, a kiedy wracam, to nie mam się do kogo odezwać. No
i, gdyby mieszkał ze mną ktoś jeszcze, mógłbym wreszcie zabrać mojego psa od
rodziców. Tęsknimy za sobą, a rozmowy telefoniczne nie wchodzą w grę.
-Nie, no
dlaczego? Chciałabym zobaczyć, jak rozmawiasz przez telefon z psem. A tak w
ogóle, to znowu to robisz!-mruknęła, grożąc mu widelcem.
-Co robię?
-Wpędzasz
mnie w poczucie winy! Nie chciałam się u ciebie zatrzymać, to jęczałeś, ze
stracisz pracę, teraz kiedy chcę znaleźć sobie mieszkanie znowu to robisz.
-No… może
troszeczkę. To działa?-spytał, wstawiając talerz i ulubiony kubek do zlewu.
-Działa.
Niestety.
-Aż tak ci tu źle? Mogę się przymknąć, jeśli
przeszkadza ci mój nieustanny słowotok.-zatrzymał się za plecami Marty i oparł
się rękami o stół po obu jej stronach.-No, przynajmniej się postaram.-dodał
szeptem wprost do jej ucha.
-Nie, no nie wierzę! Zostawiam was na kilka godzin, a
wy mi wyżeracie pierogi!-z korytarza dotarł do nich krzyk Pauliny.-Macie
szczęście, że został chociaż jeden. A, i tak w ogóle… nie przeszkadzajcie
sobie, ja już wychodzę. Przyszłam tylko po aparat, bo zapomniałam go rano. To
na razie!-krzyknęła i już jej nie było...
-Wy naprawdę macie niesamowite wyczucie
czasu!-zaśmiała się Marta, uciekając sprzed stołu pod ramieniem siatkarza.
Witam znów!!! :) w końcu udało mi się znaleźć dość czasu, by dokończyć tę notkę, i oto jest :)
Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy pojawi się następna. Zrobię co w mojej mocy, by stało się to jak najszybciej :)
BTW, jak podoba wam się szeroka kadra na MŚ??
ENJOY :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz